Forum Komnata Hotaru Strona Główna Komnata Hotaru

 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Jak Niunia ukradła Święta (już w październiku)
Idź do strony 1, 2  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Komnata Hotaru Strona Główna -> Świat według wielbicieli Normala
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Niunia
Socjopatycznie beztroska


Dołączył: 02 Paź 2006
Posty: 2983

PostWysłany: Wto Paź 23, 2012 5:50 pm    Temat postu: Jak Niunia ukradła Święta (już w październiku) Odpowiedz z cytatem




Jak Niunia ukradła święta, czyli z kopyta Mozzie rwie




Akt I


Na widowni Teatru Komnata widzowie rozkładają się wygodnie - niektórzy tylko na siedzeniach, inni dopasowując proces gnilny do prawdopodobnych trupów padających w sztuce. Co prawda do tej pory zdarzały się jedynie wskrzeszane trupy, lecz ta część widowni znająca autorskie zapędy Niuni, wolała ubezpieczyć się na wypadek pobierania odcisków palców.

W pierwszym rzędzie, wreszcie na czas, usadawia się małżeńska para.

Małżonka w przeraźliwie fioletowym, przeraźliwie sztucznym futrze z przeraźliwie grubym kołnierzem wykończonym przerażoną mordką lisa. Mąż to ni mniej ni więcej. Mąż to Stefan.

Jako że wbrew własnej woli Stefan został zaanektowany w poczet świątecznych sztuk, część widowni go rozpoznaje.


Ktoś z widowni: Siema, Stefan.

Stefan poprawia swoje zaparowane okulary i wciska się w niewygodny fotel. Uważnie rozgląda się na boki, czy aby nie siedzi w pobliżu pewna jasnowłosa kobieta, której chciał sądownie zakazać zbliżania się. Miejsce obok Stefana jest puste. Co podnosi Stefanowi ciśnienie, doprowadzając do ponownego zaparowania okularów.

Mężczyzna jednak oddycha z ulgą, kiedy pospiesznymi, drobniutkimi kroczkami w jego stronę zmierza po prostu inny mężczyzna.

Taki normalny. Zupełnie normalny, jak Stefan.

Dość niski, w niedrogiej sztruksowej marynarce. W karmelowym szaliku kilkakrotnie okręconym wokół szyi. Z łysiną odbijającą światełka ze sceny. I równie zaparowanych okularach


Mężczyzna: Witam, witam. Już się bałem, że się spóźnię.

Stefan: (zadowolony, że choć raz siedzi obok kogoś normalnego) Dobry wieczór. Ależ jest pan na czas, pewnie nawet będziemy trochę czekać na rozpoczęcie.

Mężczyzna: (z uśmiechem pełnego szczęścia) Wybornie

Stefan: Stefan jestem.

Mężczyzna: O... a ja... Dante Haversham.

Nagle, nie wiadomo skąd, Dante wyjmuje spod marynarki wielokrotnie składany stolik mobilny. Który rozkłada i stawia przed sobą. Cieniutkie aluminiowe nóżki stolika zgrzytają, kiedy go stabilizuje.

Obserwując, jak na stolik zostają wyłożone jakieś elektroniczne pudełka, mikrofon i zestaw słuchawek, Stefan pojmuje straszną prawdę - jego sąsiad nie jest zwykły i normalny.


Stefan: Dlaczego, Boże, dlaczego?

Spomiędzy kotar kurtyny wychyla się dobrze znana wszystkim głowa autorki. Głowa rzecze:

Niunia: Bo tak cię lubię, Stefanku. A ten oto ci, Dante, to tak naprawdę Mozzie. Wyjaśniam to, gdyż ponieważ i dlatego, że będę go tak właśnie nazywać. Moz. (głowa znika za kurtyną)

Mozzie tymczasem zakłada słuchawki na uszy i chucha w malutki mikrofon

Mozzie: Raz, raz, dwa, trzy, trzy, raz (kolejny chuch) Alfa. Brawo. Charlie. Delta. Rudolf do Kaja, Rudolf do Kaja. Jak mnie słyszysz? Odbiór. (elektroniczny sprzęt nieco trzeszczy, chwilę piszczy) Zrozumiałem. Bez odbioru.

Zsuwa słuchawki z uszu i z westchnieniem rozsiada się wygodniej w fotelu. Chwilę rozgląda się po teatrze, po czym zwraca do Stefana

Mozzie: Słyszałeś, że znany nam wszystkim wizerunek Świętego Mikołaja został wykreowany i spopularyzowany przez koncern Coca-Coli? Powstał na początku lat trzydziestych, w ramach świątecznej kampanii. Ale czy wiesz, że tak naprawdę również ta teoria jest nieprawdziwa? Moim skromnym zdaniem, a miewam rację w takich kwestiach, koncern stanowił przykrywkę dla międzynarodowych szpiegowskich działań. Stany zmagały się wówczas z pierwszą falą komunistycznych szpiegów, silniejszą nawet niż w okresie zimnej wojny. Nie było jednak tak wielu opcji kontaktowania się z agentami rozmieszczonymi po świecie. Znając więc prawdopodobny wygląd radzieckiego szpiega, umieścili go na butelkach i reklamach Coca-Coli. Czerwony kubrak to był oczywisty symbol czerwonego komunizmu.

Stefan niemo wpatruje się w niego. Na szczęście nie musi nic mówić, bo rozlega się gong. Światła ciemnieją, a kurtyna się rozsuwa.

Scena 1

Na scenie jest autorka.

Aczkolwiek nie widać jej, bo zasłania ją ogromniasta choinka. Sięgająca czubkiem wysoko między reflektory, rozłożysta na jedną trzecią sceny.


Niunia: (zza choinki) Gdy się pomysł rodzi i na scenę wchodzi. Ciemną noc jesienną, landrynkami słodzi. I widzowie się radują, Stefana reanimują...

Na scenę wkracza Elf. Wyrośnięty na ponad metr siedemdziesiąt, z miną przypominającą chroniczny brak funkcjonowania mięśni odpowiedzialnych za uśmiech. Elf ubrany jest w typowy elfi strój, wliczając w to zbyt dużą czapkę, dociskającą mu grzywkę do czoła.

Posępnym, martwym spojrzeniem przesuwa po publiczności.


Elf: W sztukach Niuni wszystko jest piękne.

Jego niski, chropowaty głos wyraża tyle aprobaty i świątecznej radości, że autorka rozważa przemianowanie go na Gnoma

Elf: (z tym samym przekonaniem) Naprawdę. Dzieci są mądre, księżniczka czarująca, a książę rozczarowany... Zła królowa ma dobry PR, a kobiety, które powinny być na oddzialebo zamkniętym dla niebezpiecznych przestępców dostają do ręki broń i flaszkę alkoholu. Piękny więc jest to świat, skoro jeszcze nikt nie padł trupem, a przeciwnie, trupy się same podnosiły. Tym oto twórczym sposobem, autorka wskoczyła na listę Świętego Mikołaja jako dobre dziecko i w ramach przeceny na bożonarodzeniowe pakiety cudów, mogła odwiedzić wioskę Świętego Mikołaja. (intonacja nadal grobowa i beznamiętna) W ofercie bonusowej za stały świąteczny abonament, odwiedzający nas goście zawsze coś stąd wynoszą. Świąteczny nastrój, dobre serce, nieekonomiczną w dzisiejszych czasach hojność, za którą i tak nie ma wdzięczności tylko ZUS jest. Autorka również chciała coś stąd wynieść. Ogromną choinkę...

Wreszcie autorka zaczyna być widoczna, wychodzi z lewej strony choinki. Za pomocą metrówki próbuje zmierzyć choinkę. Po zanotowaniu wymiarów, pokazuje kciuk w stronę pierwszego rzędu. A Mozzie nakłada słuchawki na uszy i przysuwa się do swojej malutkiej przenośnej radiostacji.

Kurtyna opada




Scena 2

Na scenie jest ciemno. Jedynie kilka drobniutkich światełek na choince się świeci. Mgliste światło jednego reflektora w niewielkim stopniu oświetla całość.

Zza kurtyny po lewej stronie wychylają się dwie postacie. Cichutko skradają się, na palcach, uważając by deski sceny nie skrzypiały.


Mozzie: Rudolf do Kaja. Czy zlokalizowaliście cel? Odbiór.

Nem: No i tyle jeśli chodzi o ciszę i bycie niezauważonym...

Neal: Moz! Ciszej z tą aparaturą.

Mozzie: Błędny komunikat. Powtórz Kaj. Odbiór.

Neal: (wzdychając lekko) Zlokalizowaliśmy cel. Przechodzimy do fazy beta. Odbiór.

Mozzie: Przyjąłem, Kaj. Bez odbioru.

Zza kotary dobiega głos autorki

Niunia: Oto Brygada NN, czyli Niepoczytalni Najemnicy, Nonkonformistyczny Neoklasyk i Niebezpieczna Nerwica, czyli Neal i Nem. Kim jest Nem, każdy wie, a jaki Neal ma zgrabny tyłek, każdy widzi. On jest wybitnym złodziejem, a jej się wszyscy boją, więc stanowią idealny duet, by ukraść dla mnie choinkę Świętego Mikołaja.

Autorka milknie, a bohaterowie wracają do swoich ról

Nem: (rozgląda się dokoła podejrzliwie) Mam wrażenie, że ktoś nas obserwuje.

Neal: Tak. Szeregowy Radar w pierwszym rzędzie.

Nem: Nieee, paranoiczne spojrzenia Mozziego to nie to uczucie.

Mozzie: Gerda, trzymaj się kodu! Trzymaj się kodu, na litość, zanim nas wszystkich zdemaskują i wezwą garniaków i zapuszkują po wieczystość! Odbiór.

Nem: Rudolf, pohamuj ilość zjadanego cukru, poważnie.

Mozzie: To nie ja mam paranoję bycia obserwowanym.

Nem: Nie, ty masz wszystkie sto innych paranoi!

Neal: Uciszcie się obydwoje (po omacku wyciąga ręce w stronę choinki)

Nem: Ale ja naprawdę uważam, że ktoś nas obserwuje.

Mozzie: Cały czas jesteśmy obserwowani. Rząd śledzi nas na każdym kroku, monitoruje nasze transakcje kartą, rozmowy...

Neal: (ignoruje tyradę paranoi) Gdzieś musi być włącznik pozostałych światełek.

Nem: W ogóle co to ma być? Mikołaj przechodzi kryzys finansowy, odcięli mu kable z prądem? A może elfy to sknery?

Neal: Po prostu wychodząc z domu, wyłączyli światło. Każdy tak robi.

Nem: Święty Mikołaj to nie jest każdy.

Mozzie: Czyhanie w ciemnościach na pojawienie się wrogiego agenta czy zabójcy, stosowali na samym początku agenci KGB. Nieświadomy atakujący wchodził do pozornie opuszczonego miejsca aby zaczaić się na przeciwnika czy przeszukać jego rzeczy. A kiedy zapalał światło, radziecki szpieg zaskakiwał go i zabijał.

Nem: (macając prowizoryczna ścianę po przeciwnej stronie sceny) O, chyba coś mam... czekaj... żebym palca do kontaktu nie wsadziła...

W momencie, kiedy Nem wkłada wtyczkę od światełek do kontaktu i nastaje jasność, rozbrzmiewa jednoczesne:

Nem: Aha! (z dumy swojego wpływu na światło)

Kelly: (wyskakująca zza kurtyny, z pistoletem w ręce) Aha!

koniec sceny drugiej


Scena 3

Wyskoczona zza kurtyny Kelly, celuje z broni do Nem. Ta z kolei chwyta lśniący pogrzebacz do kominka, który wygląda jakby nigdy nie był używany. To nic, może zostać użyty teraz. Neal kalkuluje, na ile da radę sam wynieść choinkę, gdyby Nem padła trupem. I czy dałby radę wynieść i choinkę i trupa jednocześnie.

Nem: Kelly? Co u licha?!

Kelly: Stać. Zostajecie zatrzymani w imieniu prawa i świętości świąt świątecznych.

Nem: Ty nie machaj tym w moją stronę (machając pogrzebaczem w stronę Kelly)

Kelly: Macie prawo zachować milczenie i...

Nem: Czy ty kiedykolwiek widziałaś mnie milczącą?

Kelly: Proszę się nie spoufalać...

Nem: Ja ci się nie spoufalę! Kopnę cię w twój jogawypracowany zadek, to aż twoich braci zaboli!

Neal stoi skonsternowany. Przerzuca spojrzenie pomiędzy dwie kobiety. Jedna, druga, jedna, druga. Choinka czy trup? Jedna druga. Będzie w ogóle ten trup?

Niunia: (wychylając się zza kurtyny) To Kelly Winchester, pijacka połowica Nem. Razem rabują i gwałcą. Znaczy, tego, przyjaźnią się.

Kelly: Grozisz funkcjonariuszowi na służbie? To takie w twoim stylu!

Nem: Funkcjonariuszowi? Nie ma mnie parę dni w domu, a ty już w manię wielkości popadasz?

Kelly: A właśnie, że jestem funkcjonariuszem.

Nem: Patrolu cukierkowego?

Kelly: Biura Do Spraw SPW (oświadcza dumnie) Mamy odznaki. Pokaż jej odznakę!

Nem: (gapiąc się na Kelly, jak na wariatkę - cóż, większą niż zwykle) My? Czy znów masz wymyślonego przyjaciela, który zjadł wszystkie cukierki Deana?

Kelly: Co? Nie! Cas... (obraca głowę, ale orientuje się, że stoi sama) Oh, nosz na litość, Cas! Castiel!

Na scenę zostaje wypchnięty zdezorientowany mężczyzna w prochowcu. Wpada na linię strzału pomiędzy Kelly i Nem. Obraca się kilka razy wokół swojej osi, rozglądając dokoła.

Kelly: Cas, pokaż jej odznakę.

Po dłuższej chwili, mężczyzna wyjmuje dokumenty z wewnętrznej kieszeni prochowca i pokazuje je w stronę Kelly.

Kelly: Nie mi, jej. No jej (wskazuje na Nem)

Castiel: (do Nem) Oto moja odznaka.

Nem: Oto moje zainteresowanie - Cmoknij mnie.

Castiel: To aktywność dla osób o fizycznej atrakcyjności i potrzebie zaspokojenia seksualnego. Czy potrzebujesz zaspokojenia?

Nem: Co proszę?

Kelly: I znów to samo... (zniecierpliwiona, chowa broń i wyjmuje własną odznakę) Jesteśmy z Biura Do Spraw SPW. Widzisz? O tu, tu jest napisane. I pieczątka.

Nem: A co to za pieczątka?

Castiel: Regenta Królestwa Bożego.

Nem: Kelly winchester, starszy agent biura do spraw... co? Biura do spraw Spowodowanych Przez Winchesterów. Buahahaha! (Nem wybucha śmiechem)

Kelly: Nie śmiej się. To szeroko działające biuro.

Nem: Nie wątpię. Twoi bracia sporo spierniczyli. Ale co robisz tutaj?

Kelly: Powstrzymuję cię przed kradzieżą choinki Świętego Mikołaja.

Nem: Po pierwsze, nie powstrzymasz mnie. Po drugie, co ma do tego biuro Spaprania winchesterowego?

Kelly: Cóż... uznajemy twoje działania za wypaczone przez kontakty z moimi braćmi. Szczególnie z jednym.

Nem: Wypraszam sobie! Sama się wypaczyłam!

Rozlega się trzask i długi elektroniczny pisk, po czym słychać konspiracyjne charczenie w słuchawkę

Mozzie: Pingwiny atakują, powtarzam pingwiny atakują. Przerwać misję! Bez odbioru!

Nem: To nie pingwiny, to Kelly. Co najwyżej wydra.

Kelly: Słyszałam to...

Mozzie: Bez odbioru. Bez odbioru! Ewakuować się!

Neal: Rudolf, hamuj kopytka. Kontynuujemy misję.

Mozzie: Ale pingwiny... garniturki... rząd...

Nem: To nie rząd. To kościół, a właściwie sekta. Wyznawcy Impali.

Mozzie: Przyjąłem Gerdo. Pingwiny to Bałwanki. Przekazuję dalej. Foxtrot. Tango Zulu. Kaj, pingwiny to bałwanki, powtarzam, pingwiny to...

Neal: Słyszałem, Moz!

Mozzie: Kod, na litość, kod! (zdenerwowany rzuca słuchawkami na stolik)

Neal: Przepraszam, że się wtrącam, ale... kradniemy tę choinkę, czy nie?

Kelly: Nie.

Nem: Tak

Zza choinki niespodziewanie wyłania się postać kobiety. Niska, korpulentna, z włosami nastroszonymi na wszystkie strony. Ma na sobie czarną sukienkę i czerwony fartuch w choinki. Umięśnione ramiona trzyma w pozie "Niosę dwa telewizory".

Kobieta: Eeeee! Co jest?

Opada kurtyna
_________________
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Nan
Pępuszek


Dołączył: 10 Paź 2006
Posty: 1227
Skąd: Warszawa

PostWysłany: Sro Paź 24, 2012 11:14 am    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

W pierwszym rzędzie, wreszcie na czas, usadawia się małżeńska para.

Nan, kryjąc się chyba za jakąś kotarą zasłaniającą wyjście ewakuacyjne: No, nareszcie...! Ile można czekać?!

Mężczyzna: Witam, witam. Już się bałem, że się spóźnię.

Stefan: (zadowolony, że choć raz siedzi obok kogoś normalnego) Dobry wieczór. Ależ jest pan na czas, pewnie nawet będziemy trochę czekać na rozpoczęcie.

Mężczyzna: (z uśmiechem pełnego szczęścia) Wybornie

Stefan: Stefan jestem.

Mężczyzna: O... a ja... Dante Haversham.

Nan za kotarą zaczyna chichotać, kotarka zaczyna jakby gwałtowniej falować i wzbijają się z niej chmury kurzu, które zaczynają dusić Nan. Jednoosobowa szamotanina za kotarą jakby się wzmaga, a Stefan rzuca nerwowo okiem na lewo i na prawo. Ma złe przeczucia.

Mozzie: Raz, raz, dwa, trzy, trzy, raz (kolejny chuch) Alfa. Brawo. Charlie. Delta. Rudolf do Kaja, Rudolf do Kaja. Jak mnie słyszysz? Odbiór. (elektroniczny sprzęt nieco trzeszczy, chwilę piszczy) Zrozumiałem. Bez odbioru.

Nan: (do siebie za kotarą)Mozzie powinien w końcu zainwestować w porządne urządzenia podsłuchowe, a nie z radzieckiego demobilu!

Stefan niemo wpatruje się w niego. Na szczęście nie musi nic mówić, bo rozlega się gong, choć Stefan mógłby przysiąc, że słyszał też czyjś demoniczny śmiech. Musiał być demoniczny, nie ma wyjścia. Światła ciemnieją, a kurtyna się rozsuwa. Sztuka się zaczyna

Na scenę wkracza Elf. Wyrośnięty na ponad metr siedemdziesiąt, z miną przypominającą chroniczny brak funkcjonowania mięśni odpowiedzialnych za uśmiech. Elf ubrany jest w typowy elfi strój, wliczając w to zbyt dużą czapkę, dociskającą mu grzywkę do czoła.

Posępnym, martwym spojrzeniem przesuwa po publiczności. Nan zza kotary szczerzy się dziwnie i pokazuje mu kciuk do góry, ale Elf nie zamierza zaprzątać sobie głowy jakimś czymś. Nan wysuwa ostrożnie głowę zza kotary i lustruje widownię - dostrzega najpierw małżonkę Stefana, a następnie samego Stefana, wpatrzonego w scenę. Chowa się z powrotem za kotarą - Nan, nie Stefan. Zamierza w najmniej spodziewanym momencie zrobić Stefanowi niespodziewaną niespodziankę.


Cytat:
Mozzie: Rudolf do Kaja. Czy zlokalizowaliście cel? Odbiór.

Nem: No i tyle jeśli chodzi o ciszę i bycie niezauważonym...

Neal: Moz! Ciszej z tą aparaturą.

Mozzie: Błędny komunikat. Powtórz Kaj. Odbiór.

Neal: (wzdychając lekko) Zlokalizowaliśmy cel. Przechodzimy do fazy beta. Odbiór.

Laughing

Mozzie: Gerda, trzymaj się kodu! Trzymaj się kodu, na litość, zanim nas wszystkich zdemaskują i wezwą garniaków i zapuszkują po wieczystość! Odbiór.

Stefan obok Mozziego usiłuje odsunąć się nieco, ale niewielkie foteliki ograniczają jego możliwości. No dobra, jego małżonka ogranicza możliwość ucieczki od tego niewątpliwego wariata...

Nem: Aha! (z dumy swojego wpływu na światło)

Kelly: (wyskakująca zza kurtyny, z pistoletem w ręce) Aha!

Stefan: (łapiąc się za serce) Aaaach...!

Neal kalkuluje, na ile da radę sam wynieść choinkę, gdyby Nem padła trupem. I czy dałby radę wynieść i choinkę i trupa jednocześnie.
Nan: pod nosemChyba w zębach tą choinkę musiałbyś nieść...

Kelly: Co? Nie! Cas... (obraca głowę, ale orientuje się, że stoi sama) Oh, nosz na litość, Cas! Castiel!

Na scenę zostaje wypchnięty zdezorientowany mężczyzna w prochowcu. Wpada na linię strzału pomiędzy Kelly i Nem. Obraca się kilka razy wokół swojej osi, rozglądając dokoła.

Kelly: Cas, pokaż jej odznakę.

Po dłuższej chwili, mężczyzna wyjmuje dokumenty z wewnętrznej kieszeni prochowca i pokazuje je w stronę Kelly.

Kelly: Nie mi, jej. No jej (wskazuje na Nem)

Castiel: (do Nem) Oto moja odznaka.

Nem: Oto moje zainteresowanie - Cmoknij mnie.

Castiel: To aktywność dla osób o fizycznej atrakcyjności i potrzebie zaspokojenia seksualnego. Czy potrzebujesz zaspokojenia?

Nem: Co proszę?

Kelly: I znów to samo... (zniecierpliwiona, chowa broń i wyjmuje własną odznakę) Jesteśmy z Biura Do Spraw SPW. Widzisz? O tu, tu jest napisane. I pieczątka.

Nem: A co to za pieczątka?

Castiel: Regenta Królestwa Bożego.

Nan nie wytrzymuje i wypada zza kotary, potykając się po drodze.

Nan: (odwraca się w stronę widowni) Czy jest na sali reżyser? No ja się pytam, czy jest na sali reżyser?!

Mozzie: Pingwiny atakują, powtarzam pingwiny atakują. Przerwać misję! Bez odbioru!
i
Mozzie: Przyjąłem Gerdo. Pingwiny to Bałwanki. Przekazuję dalej. Foxtrot. Tango Zulu. Kaj, pingwiny to bałwanki, powtarzam, pingwiny to...

Nan: (rozgląda się po sali z nadzieją w oku) Szeregowy? Rico? Kowalski?!
_________________
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Niunia
Socjopatycznie beztroska


Dołączył: 02 Paź 2006
Posty: 2983

PostWysłany: Sro Paź 24, 2012 11:25 am    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Niunia: Nie mogłaś się cieszyć vipowską przepustką za kulisy, musiałaś wleźć?
_________________
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Nan
Pępuszek


Dołączył: 10 Paź 2006
Posty: 1227
Skąd: Warszawa

PostWysłany: Sro Paź 24, 2012 11:43 am    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Nan:(otrzepuje się z kotarowego kurzu z godnością) Oj, vipowska, vipowska, pewnie, że fajnie, ale Stefana za kulisami nie ma, nie? Chciałam mu takie "kabuuu" zrobić, ale zepsułaś niespodziewajkę...
_________________
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Niunia
Socjopatycznie beztroska


Dołączył: 02 Paź 2006
Posty: 2983

PostWysłany: Sro Paź 24, 2012 11:53 am    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Niunia: Idź i przekręcaj się w pokoju Laughing


Akt II

Scena 1


Neal: Przepraszam, że się wtrącam, ale... kradniemy tę choinkę, czy nie?

Kelly: Nie.

Nem: Tak

Zza choinki niespodziewanie wyłania się postać kobiety. Niska, korpulentna, z włosami nastroszonymi na wszystkie strony. Ma na sobie czarną sukienkę i czerwony fartuch w choinki.

Kobieta: Eeeee! Co jest?

Wszyscy milkną. Na scenę energicznie wdziera się autorka, poruszona nieprzewidzianym przerwaniem jej przedstawienia. Najpierw przez Nan, teraz przez kobietę, której nawet nie wymyśliła.

Na Nan (nananana?) nic nie poradzi. Nan sama się wymyśliła, dopisała i grasuje gdzie popadnie. Nieopłacalne dla autorki jest również usuwanie Nan wybielaczem, tudzież innymi środkami, bo kiedy taka Nan się przyda, to nigdy nie wiadomo.

Wiadomo jednak, że kobieta w fartuszku, dalece odbiegająca od wyobraźni Niuni, nie mogła się sama napisać. Nie ma odpowiedniego know how.

Tymczasem postura kobiety, w tym umięśnione ramiona rozłożone nieznacznie na boki, jak u rasowego prelegenta siłowni, zastraszają bohaterów. Autorkę też


Niunia: Yyy... słucham?

Kobieta: Co tu się dzieje? Co się, że tak to ujmę, wyprawia?

Mozzie: Pani Mikołajowa! To na pewno Pani Mikołajowa! (charczy w słuchawkę) Śnieżynka wylądowała. Powtarzam, Śnieżynka wylądowała. Jak mnie słyszysz, Kaj? Odbiór.

Neal: Pół teatru cię słyszy, Moz!

Mozzie: (nadal konspiracyjnym szeptem) Złe formatowanie komunikatu. Mów kodem, K a j.

Neal: (z ciężkim westchnieniem) Przyjąłem, Rudolfie. Bez odbioru.

Nem: Ja przepraszam bardzo, Kaj, ale dlaczego Rudolf mówi tylko do Ciebie?

Mozzie: Bo nie masz wprawy w konspiracyjnym działaniu i szyfrowaniu.

Nem: (gwałtownie podchodzi do skraju sceny i syczy w jego stronę) A chcesz poznać bliżej swoje wnętrzności?

Mozzie: (spanikowanym głosem w słuchawkę) S.O.S. Gerda przeszła na ciemną stronę mocy. Kaj, ratuj!

Tymczasem autorka próbuje przypomnieć sobie, ile wypiła kukułkowego likieru, że nie pamięta stworzenia postaci nastroszonej kobiety w fartuchu, która wytrwale łypie na nich swoimi dzikimi ślepiami.

Niunia: (z konsternacją) Nie taką Panią Mikołajową pisałam.

Kobieta: Ja przepraszam cię bardzo, Słodziutka, ale czy ja cię na powitanie szkaluję? Widzisz, nie stosuję uproszczeń wobec Ciebie, ani nie nazywam osobą, prawda, którą nie jesteś, prawda? A ty przypisujesz mi rolę, której nie chciałabym pełnić.

Niunia: Nie Pani Mikołajowa?

Kobieta: Przepraszam cię bardzo, Slodziutka, gdzie w mojej skromnej acz charakterystycznej posturze dopatrujesz się cech, jakbym to określiła, panimikołajkowskich? Każdy ma swoje cechy, prawda? Pani Mikołajowa ma, ja mam, ty też masz. Każdy ma. Ale ja, w przeciwieństwie do Pani Mikołajowej, pełnię ważną rolę, prawda. Ja tu sprzątam.

Autorka oddycha z ulgą. Rzuca spojrzenie w stronę siedzącej na widowni Hotaru, właścicielki Teatru Komnata, mówiące mniej więcej tyle co "Kogoś ty u licha zatrudniła?"

Pozostali bohaterowie również się rozluźniają. Na moment dla Nem i Neala znów jedynym dylematem staje się wytaszczenie wielkiej choinki na zewnątrz


Niunia: No dobrze. To dziękuję Pani, jak skończymy, damy znać.

Sprzątaczka: Ale co ty robisz, Słodziutka?

Niunia staje oszołomiona, nie tyle obecnością tworu, którego nie stworzyła, co zdruzgotana określeniem Słodziutka. Po raz kolejny. Uporczywie.

Sprzątaczka: Myślałaś, że tego nie widzę? Że nie widziałam, jak swoimi szkitkami zmierzasz w kierunku głównej sceny?

Niunia: B-bo ja tu mam przedstawienie.

Sprzątaczka: No, ale ja przepraszam bardzo, Słodziutka, ale chyba jakieś zasady obowiązują, tak? Jakieś zasady w życiu muszą być, prawda? No chyba jakieś zasady masz, prawda?

Niunia: (stopniowo się irytując, cedzi przez zęby) Główna z nich brzmi: nie morduj przed śniadaniem. Ale mogę ją zmienić...

Sprzątaczka: Przepraszam bardzo, ale ja mam zasady i się stosuję, prawda? Wszyscy się stosują. A odnoszę wrażenie, że ty Słodziutka, się nie stosujesz. A jak się nie stosujesz, nie masz zasad, to jesteś, Słodziutka, osobą... bez zasad.

Nan rechocze pod nosem: "A bez pałacu nie ma pałacu"

Niunia: (próbując być logiczną) Ale przedstawienie, jak sama nazwa wskazuje, musi być przedstawione. Na scenie.

Sprzątaczka: Ale gdzie to jest napisane?

Autorka otwiera usta, zamyka je i ponownie otwiera. Kelly na wszelki wypadek odsuwa się na bok, żeby nie ucierpieć jako przypadkowa ofiara. Nem z politowaniem kręci głową

Sprzątaczka: (kontynuuje) No przepraszam bardzo, Słodziutka, ale gdzie, gdzie się pytam to jest napisane, że przedstawienie musi być przedstawione. I w dodatku na scenie? A cóż to za wymysły, Słodziutka? Nie, nie, Słodziutka, ty chyba przesadziłaś z samouwielbieniem. I przyszłaś tu, ze swoją zgrają wykreowanych, tak?, wykreowanych postaci, bezczelnie, prosto na główną scenę. Żeby wystawić przedstawienie. I ja widzę, tak Słodziutka, ja widzę, jak cały czas do tego dążysz. Normalnie sobie do tego dążysz. No co to za dążenia jakieś takie? Więcej, podążasz w tym kierunku...

Niunia: To Świąteczne przedstawienie. Dla ludzi, ku pokrzepieniu, dla klimatu i w ogóle. Dla Pani też.

Sprzątaczka: No i bardzo dobrze. Bardzo dobrze, Słodziutka. Świąteczne przedstawienia są ważne. (kiedy autorka oddycha z ulgą, dodaje) W innych teatrach też można je grać.

Niunia: Ale my tu od lat gramy!

Sprzątaczka: Słodziutka, ale nie na mojej zmianie.

Neal: (wtrącając) Wie Pani, my znamy osobiście właścicielkę Teatru i mamy od niej pozwolenie. Wszystko naprawdę jest legalne.

Sprzątaczka: (parokrotnie przesuwa spojrzenie po Nealu wychylającym się zza choinki) A ty, Słoneczko, bardzo cię przepraszam, ale mam wrażenie, że nie widzisz tutaj pewnej kwestii. Nie masz zasad, prawda? Wchodzisz na tę scenę, pojawiasz się na niej, więcej wychylasz się zza choinki, prosto w naszą perspektywę, prawda. Autorka ma swoją perspektywę, ja mam swoją. Razem też mamy swoją. Mamy po prostu, wiesz Słoneczko, swoje sprawy. Wiesz, wtargłeś tu, powiem nawet, że wtargujesz... powiem, że wtargiwujesz. A nawet robisz te trzy rzeczy na raz... I burzysz ten nasz ład, więc przepraszam cię, Słoneczko, ale wycofaj swoje szkitki za choinkę.

Oniemiały i obrażony Neal cofa się za choinkę. Po drugiej stronie sceny Castiel przemieszcza się ku Sprzątaczce i bardzo powolnym krokiem zaczyna ją okrążać, przyglądając się jej ze skupieniem

Castiel: Nie jest demonem. Może lewiatanem. Wyjaw swe imię, bestio!

Sprzątaczka: Ej, Ptaszynko, się damy nie pyta tak bezceremonialnie, prawda? Nie wiem czy to czujesz, ale jesteś bezceremonialny. A ja, jako dama, tak Ptaszynko, bo ja damą jestem, wiesz. I jako dama nie zdzierżę bezceremoniałowości i bezceremonialnowości, ani bezności.

Kelly: (zniecierpliwiona, próbuje otworzyć kaburę pistoletu) Zastrzelę ją i tyle!

Nem: (chwytając pogrzebacz, którym wcześniej groziła Kelly) Dźgnijmy ją, może ucieknie.

Sprzątaczka: No i czemu się szarpiesz za pogrzebacz, Ptysiu? Ale Ptysiuniu, po co ty się łapiesz za niego? Nie po to go wyczyściłam i ustawiłam pod kominkiem, żebyś psuła krajobraz. Nie po to, żebyś go trzymała łapeńką swoją.

Nem: (wkurzona byciem określoną jako Ptyś) Zastrzel ją, Kelly! Zastrzel!

Sprzątaczka: I po co Ptysiu, Ptyś krzyczy nieuprzejmie?

Niunia: Bo my chcemy grać dalej przedstawienie!!!

Sprzątaczka: (z politowaniem) Pisać chce, grać chce, oglądać chce. Nie za dużo funkcji na raz, Słodziutka?

Kelly nadal próbuje odpiąć kaburę i wyjąć pistolet. Zatrzask nadal odmawia posłuszeństwa. W międzyczasie Nem przechyla się w stronę Neala, który bezszelestnie i niezauważalnie zsuwa diamentową figurynkę baletnicy, wiszącą na choince

Nem: I to jest ta twoja banalna robota? A mówiłam, żeby podpierniczyć sanie albo prezenty, to nieee, weźmy choinkę, bo pachnie żywym świerkiem. Kratami pachnie! I pasiakiem! Albo oddziałem zakmniętym!

Neal chce coś odpowiedzieć, ale przerywa mu Sprzątaczka

Sprzątaczka: Ej ej, weź, Słoneczko, weź! (obraca się w stronę Neala, unosząc rękę w międzynarodowym geście chyba-cię-pogięło) Przepraszam Cię Słońce, ale czy ty myślisz, że ja tego nie widziałam kątem oka? Czy ty myślisz, że ja nie mam kąta oka?

Neal gapi się na nią, po czym zerka na Nem, z powrotem na Sprzątaczkę

Sprzątaczka: No i co ty, Słońce, że się tak wyrażę, wytrzeszczasz paczałki? Odwieś to tam, gdzie było i nie lekceważ więcej kąta mojego oka.

Neal niechętnie odwiesza diamentową figurkę, a gałązka ugina się od gwałtownego ruchu

Sprzątaczka: Ale Słońce! Co to - co to - co, że tak to ujmę, ma być? Poszanowania trochę, tak? Szacunku i poszanowania, to drzewko ma swoją godność. Ty możesz tego nie widzieć, Słońce, ale ono ma. I takiej godności to ot tak się nie da zepchnąć, ani u drzewka, ani u mnie.

Niunia: Oj, jak ja bym cię chciała zepchnąć...

Sprzątaczka: Ja wiem. Ale, Słodziutka, ja się nie dam zepchnąć. Ja mam lęk wysokości.

Mozzie: (pod nosem) Ja też.

Niunia: Dobra, dosyć! Mój pokój na świecie właśnie się skończył! Pani Sprzątaczka wyprząta stąd swoją osobę, my kradniemy choinkę, Mozzie i Cas są śmieszni, a potem narąbiemy się grzanym winem. No już!

Sprzątaczka: No i ładny pomysł, Słodziutka, bardzo ładny. Tylko widzisz, ja się stąd nie ruszę. Bo ja mam zasady, Słodziutka, i trzymam się tych zasad. I na mojej zmianie nikt nie ukradnie żadnego rekwizytu, ani nie będzie się samowolnie wystawiał.

Niunia nerwowo tupie nogą. Przesuwa spojrzenie po kolejnych postaciach, zastanawiając się w czyje ręce powierzyć rozwiązanie tej sytuacji. Dostrzega Nan.

Nan dostrzega, że została dostrzeżona. Niepewnie wycofuje się w tył.


Niunia: Aha!

Nan: Ja jestem pacyfistką!

Niunia: Dawaj numer telefonu

Nan: Ale że jaki?

Niunia: Już ty wiesz jaki.

Nan: Nie wiem

Niunia: Wiesz

Nan: Nie

Niunia: Dawaj! Dobrze wiem, jak dostałaś pracę!

Nan: No poszłam do muzeum...

Niunia: Nie można sobie pójść do miejsca pracy i dostać pracy. Wszyscy to wiedzą. A ja wiem, kogo i kim zastraszyłaś, że dostałaś. Dawaj jego numer!

Nan z westchnieniem kapituluje i wysupłuje z kieszeni swój telefon. Podaje go autorce

Mozzie: (nuci do mikrofonu złowieszczą muzykę) Tamdam damdam tamdamdam dam.

Koniec sceny
_________________
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Mlefelek
Żarłak Na Głodzie


Dołączył: 01 Sty 1970
Posty: 1179
Skąd: z deszczu pod rynnę

PostWysłany: Sro Paź 24, 2012 12:20 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Cytat:
Tymczasem autorka próbuje przypomnieć sobie, ile wypiła kukułkowego likieru, że nie pamięta stworzenia postaci nastroszonej kobiety w fartuchu, która wytrwale łypie na nich swoimi dzikimi ślepiami

Tyle, ile usłużna Krecik podsunęła pod nosek Very Happy

Cytat:
Ja tu sprzątam.


Zapraszam do mnie i Kici, tudzież Królestwa Braku Cieczy zwanej Wodą.

Czuję mocny wpływ gwiazdy Hrabiego Very Happy
_________________
www.opowiescikrecika.pl
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Numer GG
Nan
Pępuszek


Dołączył: 10 Paź 2006
Posty: 1227
Skąd: Warszawa

PostWysłany: Sro Paź 24, 2012 1:17 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Nan: (pofukuje) Ale proszę nie wypadać z rytmu, bo konwencja sztuki się posypie, kto jak kto, ale właścicielka Teatru powinna wiedzieć!

Nieopłacalne dla autorki jest również usuwanie Nan wybielaczem, tudzież innymi środkami, bo kiedy taka Nan się przyda, to nigdy nie wiadomo. Na ogół przydaje się w dziwnych i zupełnie nieodpowiednich momentach, ale cóż poradzić.

Mozzie: Pani Mikołajowa! To na pewno Pani Mikołajowa! (charczy w słuchawkę) Śnieżynka wylądowała. Powtarzam, Śnieżynka wylądowała. Jak mnie słyszysz, Kaj? Odbiór.

Stefan siedzi na fotelu maksymalnie odsunięty od Mozziego. Dostaje już zdezorientowanego zeza rozbieżnego, usiłując patrzeć jednym okiem na scenę, a drugim na wariata. Sam już nie wie, które było gorsze, psychopatka z landrynkami czy łysol z podsłuchem...!

Kobieta: Przepraszam cię bardzo, Slodziutka, gdzie w mojej skromnej acz charakterystycznej posturze dopatrujesz się cech, jakbym to określiła, panimikołajkowskich? Każdy ma swoje cechy, prawda? Pani Mikołajowa ma, ja mam, ty też masz. Każdy ma. Ale ja, w przeciwieństwie do Pani Mikołajowej, pełnię ważną rolę, prawda. Ja tu sprzątam.

Autorka oddycha z ulgą. Rzuca spojrzenie w stronę siedzącej na widowni Hotaru, właścicielki Teatru Komnata, mówiące mniej więcej tyle co "Kogoś ty u licha zatrudniła?". Nan, idąca podobnym tropem, również odwraca się do Hotaru.
Nan: (przenikliwym szeptem) Ja przepraszam, że przeszkadzam, ale kogoś ty u licha zatrudniłaś?! Podobno bezrobocie panuje, nie było jakiejś cichej, bezwonnej sylfidy żeby ze szmatą jeździła...?

tymczasem na scenie...

Niunia: B-bo ja tu mam przedstawienie.

Nan przysiada na pierwszym wolnym miejscu z brzegu. Sprawy przybierają chyba jakiś nietypowy - nawet, jak na Teatr Komnaty! - obrót. Może ktoś się będzie bił...? Może nawet trup będzie, i trzeba się go będzie pozbyć?!

Niunia: (stopniowo się irytując, cedzi przez zęby) Główna z nich brzmi: nie morduj przed śniadaniem. Ale mogę ją zmienić...

Nan: (nachylając się do sąsiada) Przepraszam bardzo, ale czy ma pan zegarek...? Bo miałam wrażenie, że pora jakaś taka obiadowa, wie pan, głodna jestem, a landrynek nie mam, znaczy, zapomniałam...

Sprzątaczka: No i bardzo dobrze. Bardzo dobrze, Słodziutka. Świąteczne przedstawienia są ważne. (kiedy autorka oddycha z ulgą, dodaje) W innych teatrach też można je grać.

Nan wydaje z siebie przeciągły świst, coś pomiędzy podziwem, niedowierzaniem, zaskoczeniem i przerażeniem. Sama nie wie, czego powinno być więcej.

Sprzątaczka: Ej, Ptaszynko, się damy nie pyta tak bezceremonialnie, prawda? Nie wiem czy to czujesz, ale jesteś bezceremonialny. A ja, jako dama, tak Ptaszynko, bo ja damą jestem, wiesz. I jako dama nie zdzierżę bezceremoniałowości i bezceremonialnowości, ani bezności.

Szczęka Nan opadła do podłogi. Decyduje, że zjawisko na scenie wymaga zdecydowanie zachwytu - nigdy w życiu nie widziała podobnego przedstawienia! Stefan dochodzi do podobnego wniosku - choć raz ktoś uciera nosa tej okropnej autorce...!

Nem: I to jest ta twoja banalna robota? A mówiłam, żeby podpierniczyć sanie albo prezenty, to nieee, weźmy choinkę, bo pachnie żywym świerkiem. Kratami pachnie! I pasiakiem! Albo oddziałem zakmniętym!

Nan jest zwyczajnie zachwycona.

Niunia nerwowo tupie nogą. Przesuwa spojrzenie po kolejnych postaciach, zastanawiając się w czyje ręce powierzyć rozwiązanie tej sytuacji. Dostrzega Nan.

Nan dostrzega, że została dostrzeżona. Niepewnie wycofuje się w tył.


Niunia: Aha!

Nan: Ja jestem pacyfistką! (pod nosem, do samej siebie) Na ogół. No, znaczy czasami. Bo czasami to nie... chociaż mord pacyfikowania nie wyklucza chyba, nie? Zbiorowy, to może... ale taki jeden, jedyny, malutki, no, ostatecznie dwa. Góra trzy...

Niunia: Dawaj numer telefonu

Nan: Ale że jaki?

Niunia: Już ty wiesz jaki.

Nan: Nie wiem

Niunia: Wiesz

Nan: Nie

Niunia: Dawaj! Dobrze wiem, jak dostałaś pracę!

Nan
: No poszłam do muzeum...

Niunia: Nie można sobie pójść do miejsca pracy i dostać pracy. Wszyscy to wiedzą. A ja wiem, kogo i kim zastraszyłaś, że dostałaś. Dawaj jego numer!

Nan z westchnieniem kapituluje i wysupłuje z kieszeni swój telefon. Podaje go autorce.

Nan: (znowu sama do siebie, pod nosem) No i dlaczego, dlaczego ja się pytam? Wszyscy zawsze to samo! Dopiero by nie uwierzyli, gdybym powiedziała, że to muzeum samo do mnie przyszło i samo mi pracę zaproponowało, ja wcale nie chciałam...!


Mozzie
: (nuci do mikrofonu złowieszczą muzykę) Tamdam damdam tamdamdam dam.

Koniec sceny
_________________
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Niunia
Socjopatycznie beztroska


Dołączył: 02 Paź 2006
Posty: 2983

PostWysłany: Sro Paź 24, 2012 2:37 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Niunia: (abstrahując od obecnej sytuacji na scenie) Przez twoją obecną konwencję, myli mi się, co moje a co twoje Confused I nie, Neal mi się nie pomyli, nie licz na to.
_________________
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Nan
Pępuszek


Dołączył: 10 Paź 2006
Posty: 1227
Skąd: Warszawa

PostWysłany: Sro Paź 24, 2012 2:43 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Nan: (wydymając usta) Oj czepiasz się, wiesz? Po prostu narzuciłam ci sztukę interaktywną i doprowadziłam do tego (jak pani Sprzątaczka!), że będąc autorką i twórcą tego bajzlu, tak jakby nie masz w tym wypadku prawa głosu... Wink
_________________
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Niunia
Socjopatycznie beztroska


Dołączył: 02 Paź 2006
Posty: 2983

PostWysłany: Sro Paź 24, 2012 2:46 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Niunia: Oj, bo jak się zawinę do innego teatru, to picikłaczek zobaczysz ze sztuki i figa. A choć szczycę się urywaniem sztuk, jeszcze żadna tak szybko się nie urwała.
_________________
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Nan
Pępuszek


Dołączył: 10 Paź 2006
Posty: 1227
Skąd: Warszawa

PostWysłany: Sro Paź 24, 2012 7:16 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Sprzątaczka: No, Słodziutka, to wszystko kwestia zasad, zasad mówię, Złociutka. Ja na ten przykład zasady, prawda, mam, prawda.
_________________
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Niunia
Socjopatycznie beztroska


Dołączył: 02 Paź 2006
Posty: 2983

PostWysłany: Sob Paź 27, 2012 5:44 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Scena 2

Na scenie panuje półmrok. Nie ma żadnego z bohaterów. Jedynie Sprzątaczka, piejąc pod nosem kolędę, przelatuje przez scenę na mopie. Znika ze sceny.

Po kilku minutach wyczekiwania, widownia zaczyna się niecierpliwić. Wówczas dobiega złowieszcza melodia, tym razem nie nucona przez Mozziego. Z lewej strony sceny wyłania się postać mężczyzny.

Kiedy odwraca się ku widowni, rozlega się mroczny grzmot i neonowy błysk budzący trwogę. Widownia się trwoży.

Mężczyzna nie jest ubrany zbyt odświętnie, jak na świąteczną sztukę przystało. Ma na sobie dżinsy i poliestrową pikowaną kurtkę. Jest jednak wystarczająco przystojny, aby kilka pań na widowni westchnęło.

Żona Stefana też wzdycha, aż sierść futrowego kołnierza się stroszy. Mordka lisa też. Mordka oczywiście w trwodze.


Mozzie: (szepcząc konspiracyjnie w mikrofon) Źródła donoszą, że został zainspirowany Ryanem Goslingiem z "Drive"

Mężczyzna: (do Mozziego) Za dużo wiesz...

Zza sceny słychać "Hmm, już gdzieś słyszałam ten tekst"

Mozzie: Ja nic nie wiem, ja nic nie wiem.

Mężczyzna z dłońmi wciśniętymi w kieszenie, rozgląda się nieznacznie po scenie. Po chwili wyjmuje z kieszeni nóż i od niechcenia zaczyna się nim bawić.

Na scenę na paluszkach wkracza Niunia.


Niunia: Im...

Zostaje nagle wciągnięta z powrotem za kotarę, przez oburzoną rękę Nan, która w imieniu właścicielki postanowiła wyglądać groźnie.

Widownia przechyla się ku przodowi, aby wyraźniej słyszeć odgłosy szarpaniny zza kotary.


(za kotarą)Nan: Jakbym wiedziała, że tak go wykreujesz, to w życiu bym ci numeru do niego nie dała.

Niunia: To już nie mogę mieć przystojnych kreacji?

Nan: Ty masz same przystojne kreacje. Szerzysz fałszywy obraz męskiej populacji! Proszę natychmiast sobie wykreować brzydkie karczycho, jak przystało na rzetelnego psychologa śledczego, który wie, jak wyglądają polskie zakapiory.

Niunia: Proszę nie wywierać presji na organ kreujący!

Nan: Nie chcę nic od twoich organów. Nerki mam zdrowe, a twoja wątroba jest gorsza od mojej, a twój mózg to na pewno zwoje jadowitych węży.

Niunia: Wy mnie tu nie agitujcie. Się nie ugniemy! A w ogóle to on nie jest Polakiem, jakbyś nie pamiętała.

Nan: Ale to jest niesprawiedliwe. U mnie wyglądał tak średnio przeciętnie kaciałowato, choć z domieszką szlachetnego profilu.

Niunia: A to moja wina, że wypaczył cię serialowy obraz? A teraz sio, ja idę pertraktować z moją wersją.


Niunia ponownie wkracza na scenę. Cichymi krokami, udając ninja. Długi płaszcz z podniesionym kołnierzem, ma ją zakonspirować.

Niunia: Imhotep.

Mężczyzna: (nie obracając się do niej przodem) Tep.

Mozzie: Obiekty nawiązały kontakt. Łyżwiarka podejmuje transakcję z Ojcem Chrzestnym w celu ochrzczenia nowego nabytku muzealnego nie będącego płatkiem śniegu.

Widzowie: (chóralnie) Co?!

Mozzie: (wzdycha dramatycznie) Autorka chce podjąć transakcję z Brutusem. Ten oto mężczyzna, to Brutus. Nierozpoznawalny, bo się kamufluje. Nan poznała go, jako wersję serialu Rzym, stąd jej oburzenie nad zmianą wizerunku, bo czemu jej się nie mógł trafić w takiej formie. Według analizy Niuni, to dzięki perswazji i twardym umiejętnościom Brutusa, Nan dostała pracę w muzeum. Brutus jest uczciwym skrytobójcą, trudniącym się w treningach radzenia sobie z trudnościami życia i stresem. Jego ulubionym narzędziem marketingowym jest nóż marki Cezar.

Brutus: (do Mozziego) Za dużo wiesz...

Za kotary "Ja naprawdę już gdzieś to słyszałam!"

Niunia: Mam dla Ciebie zadanie, Brutusie.

Brutus: No.

Niunia: Słuchaj, tą sprzątaczkę kojarzysz?

Brutus: (bawiąc się nożem) Kojarzę.

Niunia: Widzisz, bo ona to coś mnie nie lubi.

Brutus: Czyli zabić? (rozlega się mroczny grzmot i neonowy błysk)

Niunia: Nie, nie. Mam trudności w dotarciu do jej wielokrotnie pokręconej powierzchowności.

Brutus: Czyli zabić? (rozlega się mroczny grzmot i neonowy błysk)

Niunia: Nieeee. Ona po prostu jest jakaś taka aspołeczna.

Brutus: Czyli zabić? (grzmot i błysk)

Niunia: Nie rozumiesz mnie... Ja mam z nią straszne problemy socjologiczne! Rozumiesz?

Brutus: Hę?

Brutus nie rozumiał

Niunia: Ujmę to prościej - ja też jej nie lubię.

Brutus: Czyli zabić? (rozlega się mroczny grzmot i neonowy błysk)

Niunia: Nie, nie, skąd! No może trochę...

Kurtyna opada


Scena 3

Po odsłonięciu kurtyny, widzom ukazuje się Kelly z rozpostartymi ramionami broniąca dostępu do ogromniastej choinki.

W tle Castiel usiłuje podjąć teologiczną konwersację z mechaniczną lalką kulejącego chłopca, wygłaszającego piskliwe, radosne słowa "Niech Bóg błogosławi nam wszystkim".

Neal i Nem perswadują Kelly bezsens ochrony mikołajowego mienia


Nem: (do Kelly) Ty weź się nie wygłupiaj, tylko łap za tę stronę choinki, a my złapiemy z tamtej strony. Łatwiej będzie wynieść.

Kelly: Nie będzie wynoszenia niczego, co najwyżej świątecznego nastroju, kiedy twoje zlodowaciałe serce stopnieje.

Nem: Nie obrażaj mnie. Dobrze wiesz, że nie mam zlodowaciałego serca. Ja nie mam serca.

Kelly: A ja mam! I mam świąteczny nastrój. I odznakę. I nie oddam wam tej choinki.

Nem: (do Neala) Czyli chce się targować (ponownie do Kelly) Dobra, to Neal się z tobą prześpi.

Neal: Co?

Nem: Cicho, trzeba zacząć od najniższej stawki, żeby za dużo jej nie dać.

Neal: To seks ze mną jest niską stawką? (oburzony)

Nem: (uśmiechając się na wpół złośliwie na wpół radośnie) Ależ, Słoneczko... skąd, skąd, seks z tobą nie. Ale myśląc kategoriami Kelly, nie stanowi najbardziej nęcącej dla niej oferty. Znaczy, Kelly lubi seks. Ogólnie, jest niewyżyta. Co widać po niej (wskazuje na Kelly) Ale Kelly jest też nienormalna, więc nieco inne kwestie będą ją bardziej nęcić.

Neal: Seks z tobą?

Nem: (swobodnie) Nie działa. Próbowałam.

Kelly: Nie chcę żadnego seksu!

Nem: Jesteś pewna? Wyglądasz na trochę spiętą...

Kelly: Jak ci się wypnę, to zobaczysz.

Nem: No to może chcesz jakiś stary artefakt? Neal ma fajne artefakty.

Kelly: Powiedziałam, że nie chcę seksu.

Neal: Nie te artefakty miała na myśli. Obrazy, przedmioty, książki. Stare, drogie, bezcenne.

Kelly łypie na niego podejrzliwie. Kalkuluje, na ile opłacalne jest oddanie swojego wypolerowanego świątecznego ducha na rzecz zakurzonej, acz pożądanej książki.

Kelly: (wspaniałomyślnie) Chcę Maleus Maleficarum. Z pierwszej, co najwyżej drugiej edycji.

Neal: To może od razu Księżyc?

Kelly: Nieprzydatny. W ogóle sam nie świeci. No chyba, że dajesz w pakiecie ze Słońcem.

Nem: Że niby z sobą?

Kelly: Jaką osobą?

Nem: No sobą. On teraz jest Słoneczko, nie?

Kelly: (mierzy Nem spojrzeniem) Nie żebym coś insynuowała, ale czy tobie Słoneczko za mocno nie przygrzało?

Nem: Nic nie piliśmy.

Kelly: Ciebie nie trzeba szczególnie upijać, żeby cię nagrzać.

Nem: (zgrzyta zębami) Nie trzeba mnie też przekonywać, żebym Ci przywaliła.

Niespodziewanie pomiędzy nie wchodzi Castiel, jak zwykle nie zorientowany w powadze i niebezpieczeństwie sytuacji wchodzenia między Nem i Kelly. Co więcej, wchodzenia między wkurzone Nem i Kelly

Castiel: Tamten karzeł nie pojmuje powagi sytuacji, że Bóg zniknął, a Aniołowie toczą walkę o władzę.

Neal: Ty serio jesteś aniołem?

Castiel: Jestem aniołem bożym.

Neal: Super. Słuchaj... niebo naprawdę istnieje, tak? Wiesz, niebiańska brama, klucze do królestwa, ogród z drzewem dobra i zła, i takie tam?

Castiel: Z drzewa poznania dobra i zła nie wolno zerwać owocu, azaliż gdy to nastąpi...

Neal: Tak, tak, jasne. Ale istnieje?

Castiel: Kto nie widział, a uwierzył, ten...

Neal: (klepiąc go po ramieniu) Cas, przyjacielu. Nie chodzi o moją wiarę. Chodzi... o cenę. Jakie macie zabezpieczenia przy bramie?

koniec sceny
_________________
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Niunia
Socjopatycznie beztroska


Dołączył: 02 Paź 2006
Posty: 2983

PostWysłany: Sro Paź 31, 2012 6:24 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

...


_________________
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Nan
Pępuszek


Dołączył: 10 Paź 2006
Posty: 1227
Skąd: Warszawa

PostWysłany: Sob Lis 03, 2012 10:02 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Nan: (pofukując z niezadowoleniem, mamrocze pod nosem) Nan tu, Nan tam, dlaczego nie zrobiłaś tego, a dlaczego tamtego, a co ja jestem, Conan Barbarzyńca?! Nie mam prywatnego niewolnika, który będzie za mnie wszystko robił! (zaczyna przepychać się za kulisy) Przepraszam. Przepraszam. No przecież powiedziałam przepraszam! No suń się!

...

Mozzie: (szepcząc konspiracyjnie w mikrofon) Źródła donoszą, że został zainspirowany Ryanem Goslingiem z "Drive"

Nan za kulisami wydyma pogardliwie wargi.

...

Niunia: A to moja wina, że wypaczył cię serialowy obraz? A teraz sio, ja idę pertraktować z moją wersją.

Nan: (tupiąc nogą) Ale ja się nie zgadzam! Nie! Veto zgłaszam, veto, mamy podobno demokrację, w demokracji u nas przez setki lat działa veto!

...

Mozzie: Obiekty nawiązały kontakt. Łyżwiarka podejmuje transakcję z Ojcem Chrzestnym w celu ochrzczenia nowego nabytku muzealnego nie będącego płatkiem śniegu.

Nan: (chichocze za kulisami) Już ja zrobię z niego obiekt muzealny, na moje widzimisię! Ot co!

...

Mozzie: (wzdycha dramatycznie) Autorka chce podjąć transakcję z Brutusem. Ten oto mężczyzna, to Brutus. Nierozpoznawalny, bo się kamufluje. Nan poznała go, jako wersję serialu Rzym, stąd jej oburzenie nad zmianą wizerunku, bo czemu jej się nie mógł trafić w takiej formie...
Nan: (z oburzeniem, wychyla się zza kurtyny) No więc właśnie o tym mówiłam! Właśnie o tym! Tamten był Brutus, taki nieszczęśliwy, zdominowany i wypaczony przez tą wstrętną Serwilię, a to to jakaś podróbka, pewnie z Chin!

Mozzie: ...Według analizy Niuni, to dzięki perswazji i twardym umiejętnościom Brutusa, Nan dostała pracę w muzeum.

Nan: Za dużo wiesz...

Mozzie: ...Brutus jest uczciwym skrytobójcą, trudniącym się w treningach radzenia sobie z trudnościami życia i stresem. Jego ulubionym narzędziem marketingowym jest nóż marki Cezar.

...

Resztę sceny Nan podgląda zza kulis. No, w sumie usiłuje podglądać, bo ogromniasta choinka zasłania pół sceny, wobec czego Nan usiłuje niepostrzeżenie przemknąć się za choinką bliżej osób i akcji na scenie, ale potyka się o kable i światełka na choince gasną. Nan wycofuje sie w popłochu, na sali słychać tylko "to nie ja! to nie ja! mnie tu nie było, byłam... gdzie indziej!"
_________________
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Niunia
Socjopatycznie beztroska


Dołączył: 02 Paź 2006
Posty: 2983

PostWysłany: Sob Lis 03, 2012 11:27 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Niunia: (wzdychając) Cóż, w tym roku przynajmniej kot się pod tą choinką nie usmażył...

Kota nieszczególnie szkoda, jego zapach przebijał aromat czerwonego barszczu. Ale autorce tęskno za twórcą kota... znaczy zabójcą... znaczy nieszczęśliwym zbiegiem kocioliczności... się znaczy za Deanem W.

Niunia: (pod nosem) W sumie Kelly już jest. Nem też. Nawet Cas. Hmm... Neal kontra Dean mógłby być ciekawy. Gorzej, że Dean kontra Sprzątaczka - jeszcze nie uprzątnięta przez Brutusa - byłoby straszniejsze od kotastrofy.
_________________
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Komnata Hotaru Strona Główna -> Świat według wielbicieli Normala Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Idź do strony 1, 2  Następny
Strona 1 z 2

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group