Forum Komnata Hotaru Strona Główna Komnata Hotaru

 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Octocobra
Idź do strony 1, 2  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Komnata Hotaru Strona Główna -> Oh God, we're not gonna have to hug or anything, are we?
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  

Czy ktokolwiek w ogóle czeka na dalszą część? ;P
O! Zapomniałam o tym opowiadaniu...
100%
 100%  [ 2 ]
Tak. Ale komentarza nie chce się pisać.
0%
 0%  [ 0 ]
Eh, chyba jednak Dean się przejadł (to w ogóle możliwe?)
0%
 0%  [ 0 ]
Olej to opowiadanie, pisz inne.
0%
 0%  [ 0 ]
Wszystkich Głosów : 2

Autor Wiadomość
Niunia
Socjopatycznie beztroska


Dołączył: 02 Paź 2006
Posty: 2983

PostWysłany: Wto Lip 12, 2011 7:19 pm    Temat postu: Octocobra Odpowiedz z cytatem

Tytuł: Octocobra

autor: Niunia

kategoria: SN/niunioschiza


Jak można w ogóle puścić w niepamięć coś tak genialnego, kripkowatego, jak Octocobra?!

Ano, nie można. Rozgryźć to też jest trudno, więc poszłam po najprostszej linii oporu. Schemat znany, ale po co zmieniać, skoro jest sprawdzony i dobrze się sprzedaje.


W rolach głównych:
Kelly Moore - Kristen Bell
Nem Gourmand - Claire Forlani
Dean Winchester - Jensen Ackles
Sam Winchester - Jared Padalecki
Sasha Vronska - Melanie Laurent
Arthur Blake - Joseph Gordon-Levitt

W pozostałych stałych rolach:
Hetty Lange - Linda Hunt
Bobby Singer - Jim Beaver
Jo Harvelle - Alona Tal
Jessie Moore - Adrienne Palicki
Mathias Clemente - Gael Garcia Bernal


oraz goście specjalni






Odcinek 1.

My sweet, freakin' whorish Valentine



część pierwsza



... Tacy właśnie byliśmy. Silni i nieugięci. Morderczy. Musieliśmy, bo stawialiśmy czoła najstraszniejszym i najgroźniejszym z bestii, jakie błąkały się po świecie. Były nam wyzwaniami, które zdmuchiwaliśmy z powierzchni, jak pyłek. Aby żaden cywil nie musiał sobie nawet uświadamiać, w jakim żył niebezpieczeństwie. Ja poznałam tę prawdę twarzą w twarz, kiedy południowy upiór wybudził mnie w środku nocy. Dla większości to było początkiem, gdy nasza zwierzyna próbowała zmienić się w łowca i upolować nas. Prawdę mówiąc, byliśmy nielicznymi, którzy przeżywali takie spotkania. Czasem z trudem przeżywaliśmy kolejne. Po ostatniej akcji wciąż byłam roztrzęsiona. Nigdy nie umiałam zamknąć w sobie emocji, co kilkoro z naszej ekipy świetnie potrafiło, lecz ja drżałam. Obrazy krwawych odcisków na moim ciele powracał w koszmarach. Musiałam się od tego oderwać. Wzrokiem poszukiwałam czyjejś twarzy, sprzymierzeńca dla tego drżenia. Jak zwykle moje spojrzenie chciało widzieć właśnie jego...

- Jezu Chryste, ale chłam! - Kelly z obrzydzeniem podniosła notatnik - Mam nadzieję, że sprawozdań tak nie piszesz - krzyknęła w stronę Jo, dziewczyny, która za późno zorientowała się o brutalnym wtargnięciu na teren jej biurka.
Rzucenie się szczupakiem, by odzyskać brulion, nie było wystarczająco sprytnym posunięciem. Nie w przypadku Kelly Moore, która dzięki latom praktyki zgrabnie wywinęła się, nie wypuszczając zeszytu z dłoni. Wiedzieli, że Jo popełnia jakieś bazgraniny. Czasami paplała o swoich planach na wielką powieść. Ale jak okropna byłaby to zbrodnia, nie podejrzewali.
- Oddawaj! - zażądała bojowo. Wzrokiem szybko przeskanowała otoczenie, w poszukiwaniu najwygodniejszej broni do ukatrupienia maszkarona Moore.
Co prawda, nie byłoby tak łatwo ją zabić, szczególnie w miejscu publicznym, ale chciała spróbować. Po raz kolejny, po raz wtóry, może wreszcie się uda. Choćby ją zamknęli, czy ukamienowali, pozbyłaby się prześladowczyni.

- Co to?
Jakby sceny było mało, pojawiła się Nem, pijacka połowica Kelly. Gorsza. Przy niej Kelly wypadała na uroczą przedszkolankę. Zaglądnęła jej przez ramię, w kilka sekund ogarniając spojrzeniem pisarski bełkot. Zamrugała parokrotnie, po czym zerknęła na Jo i ponownie na tekst.

- Twoje spojrzenie chciało widzieć jego? - zacytowała fragment - A dalej co? Twoja kobiecość, lśniąca jak szczyty Himalajów, gotowa na grom jego ognistego pioruna?

Kilka metrów dalej Dean opluł gorącą kawą swojego młodszego brata.

Obaj spojrzeli w ich stronę, gdzie trzy kobiety wyglądały jak hieny, mające się za chwilę zaatakować. Najbardziej skłonna do ataku była Jo, ale stoickie pozy Kelly i Nem były pozorne. W ułamku sekundy zdołałyby zareagować. Prawdopodobnie tego wręcz chciały. Sam wtrącać się nie zamierzał, nie pomiędzy trzy babki, których natura zbliżona była tyranozaurom. Ale od dawna, chyba od początku, zauważalna była ta rywalizacja. Dean mówił, że wszystkie kobiety tak mają - Dlaczego kobiety całują się na powitanie? Bo nie wypada im się pogryźć. Jednak Sammy'emu wydawało się, że te szczególnie chętnie poderżnęłyby sobie gardła. Komitywa jajników Moore i Gourmand zawiązała się przeciwko młodej praktykantce, odkąd tylko przekroczyła próg jednostki. Bał się zrozumieć, dlaczego. Nie doszło do żadnej wielkiej katastrofy, w której Jo podeptałaby buty którejś z nich, czy - o zgrozo - popsuła im fryzury. Przeciwnie, starała się być miła. Starała się to dobre słowo, bo zwykle nie wychodziło. Tutaj nikomu nie wychodziło głupawe uśmiechanie się i rozmawianie przy herbatce. Ale Jo próbowała się wkupić w łaski swoich potencjalnych przyszłych współpracowników, w zamian dostając szlauchem i batem.

Data też nie sprzyjała pokojowym rozwiązaniom. Nie wiedzieć czemu, kobiety bardzo dziwnie zachowywały się czternastego lutego. Szczególnie te kobiety. Sam, w przeciwieństwie do brata, wiedział o istnieniu Walentynek. Zamówił duży bukiet kwiatów dla Jess, który już za pół godziny powinien być dostarczony przez kuriera. A wieczorem planował zaszaleć i włamać się na teren kąpieliska, zamykanego na noc. Jess uwielbiała pływać, więc niespodzianka w sam raz. Chociaż partie o włamywaniu się przemilczy, bo nie popierała bezprawnych metod, jakich najczęściej musiał używać w swojej pracy.

Bezprawnych i brutalnych metod używać dziś będą kobiety w ich jednostce, które w Walentynki dostawały kociokwiku.

Swoją drogą, niezrozumiałą tworzyły rozbieżność. Z jednej strony afiszowały, że to święto sklepów z czekoladkami i nie ma znaczenia dla prawdziwych relacji. Ale nie przeszkadzało im to w wyładowywaniu frustracji bycia singielkami na wszystkim, co się nawinęło pod rękę. Z tym singlowaniem też były podejrzane. Każda z nich była atrakcyjna, inteligentna i przebojowa, mogły mieć dziesiątki facetów na skinienie. Nem dosłownie na skinienie, Kelly na błysk w oku, Sasha na tajemnicze milczenie. Jo na krótką spódnicę. Był nawet czas, gdy połowa z nich obracała się z Deanem, któremu oczywiście nie przeszkadzały etyczne kwestie. Tylko potem w powietrzu wisiały burze gradowe. Po kilku potężnych awanturach w formie trójkącików, porządek zaprowadziła zniecierpliwiona szefowa. Hetty zagroziła, że jeżeli Dean prześpi się z kolejną współpracowniczką, będzie musiał się z nią związać na co najmniej trzy miesiące. Dla Deana to wieczność. Więc skrupulatnie pilnował by mieć zapięty rozporek, nie zaglądać w dekolt Nem ani na pośladki Kelly. Paranoi stopniowo przysparzała mu Jo, nieudolnie próbująca z nim flirtować.
- Teraz rozumiem! - Sam palnął się dłonią w czoło, kiedy naszło go olśnienie.
W trójkącik wkręcała się niedojrzała Jo, młodsza od głównych bohaterek seksualnej tragedii, na co Kelly i Nem mogły zareagować tylko w jeden znany sobie sposób. Atak żmij.

- Co rozumiesz? - Dean zerknął na brata podejrzliwie. Kiedy Sammy coś rozumiał, okazywało się, że mieli do czynienia z wielkim monstrum, które można zabić tylko w jeden sposób. Najczęściej piekielnie trudny do wykonania.
- A nie, nic, braciszku - uśmiechnął się niewinnie, nurkując szybko za ekranem komputera.
Dean źle znosił, kiedy ktoś się z niego nabijał. Sprawy seksu bywały szczególnie wrażliwe, bo maniak nie uprawiał już ze trzy tygodnie. Robił się wtedy marudny, jakby miał okres.

- Oddajcie.Mi.To. - Jo wycedziła przez zęby, nie rozproszył jej nawet plujący kawą Dean.
Zeszyt był prywatny, to po pierwsze. Leżał na jej biurku, po drugie. Gdyby ona podniosła choćby długopis z czyjegoś biurka, obcięliby jej ręce. Ona chętnie odrąbałaby łby dwóm zołzom, czerpiącym zbyt wyraźną przyjemność z naśmiewania. A chciała być sprawiedliwa i je całkiem dobrze opisać w książce. Nie, koniec z uprzejmością! Napisze prawdę, jakimi są pozbawionymi uczuć, puszczalskimi harpiami. Już miała w głowie kilka zdań do nakreślenia, o wścibskiej i agresywnej rzeczoznawczyni, Nelly, oraz rozwiązłej egzekutorce, Gem. Gdyby główne zainteresowane miały choćby podejrzenie tego wielkiego polotu, mogłyby zadławić się śmiechem. Lub wściekłością, w którą Jo szczególnie celowała.
- Obowiązkiem każdego talentu, jest dzielenie się nim z ludzkością - Kelly oświadczyła na wpół parskając śmiechem.
- Przecież i tak chcesz to wydać - drugi oprawca wzruszyła ramionami. Jeżeli jakikolwiek wydawca się za to weźmie, znaczy, że jest opętany.
- Od-da-waj! - jednym susem wskoczyła na schodki, gdzie stały, z pazurami wczepiając w kartki brulionu. Pozbawiła tym Kelly równowagi i po chwili obie szarpały się ze sobą, żeby nie upaść, ani nie oddać tej drugiej zapisanych kart. A Nem stała spokojnie.

Zastanawiała się, którą pchnąć paluszkiem, żeby było zabawniej.

Nie zdążyła "dopomóc" żadnej, kiedy przez barierkę na piętrze wychylił się młodszy operacyjny, Arthur. Wcale nie wyglądał na takiego młodszego, bardziej schludny i poważny niż oni wszyscy razem wzięci. Z gładko zaczesanymi włosami, elegancką koszulą na zapinki. Większość z nich wyglądała przy nim, jak dzieci z dworca.
- Nem, mistrzu cię wzywa.
Niechętnie powędrowała schodami na piętro, gdzie za odrapanymi niebieskimi drzwiami przesiadywał zwykle mistrzu. Niejaki Bobby Singer. Stary wyjadacz, stary strzelec, stary łowca. Ogólnie facet nie był najmłodszy. Czasem bali się, że jego kaszel zwiastuje dojrzały wiek, który oczywiście był ścisłą tajemnicą. Żadnemu z nich nie udało się jeszcze dotrzeć do prawdziwej daty urodzenia Bobby'ego. Tę wiedzę mogła mieć tylko Hetty, ale pytać ją o cokolwiek bali się, jak diabełki wody święconej. Stopnie strachu w tej jednostce rozkładały się dość mocno. Przede wszystkim, ogólny strach przy kolejnych akcjach. Cóż, kiedy goni cię stado wściekłych wampirów, to kortyzol samoistnie jedzie do góry, a ty nagle przypominasz sobie całą litanię do tych na górze. Potem, szczebelek wyżej, sporadycznie pojawiał się lęk przed Kelly Moore. Licho, któremu lepiej nie deptać po paluszkach. Następnie cały wachlarz idiotycznych strachów całej ekipy, począwszy od clownów Sama, samolotów Deana, pająków Kelly po opryszczkę Jo - oczywiście, opryszczkę rozpowiedziała Moore. I bam! Największy paraliż lękowy ze wszystkich. Szef wszystkich szefów, Henrietta Lange. Bobby'ego się nie bali, chociaż starał się być autorytatywny i grzmiący.

Jednak Hetty...

Wystarczy przytoczyć, że Dean schował się do szafy i przez cztery godziny z niej nie wychodził, kiedy przypadkiem zniszczył ulubiony wazon Hetty.

Szarpiące się furie coraz bardziej zaczynały zakłócać poranne lenistwo, które Dean szczególnie sobie cenił. Nie mógł się wyspać, to przynajmniej kilka godzin w pracy przebimbał. Zanim przyjdzie mu ścigać ducha czy trzymać serce z dala od wilkołaków, wypijał litry kawy za darmo i rzucał papierowymi kulkami do kubła. Albo w głowę brata... Wrzask i rozdzierany papier utrudniały mu to.
- Dość - Dean nie bardzo umiał być autorytatywny, ale był nieznacznie wyższy od Kelly i Jo, co dało mu przewagę. Wyrwał już naddarty brulion i oddał autorce.
- Dzięki - westchnęła wdzięcznie, przyciskając notatnik do piersi. Kształtnych, jak Dean zauważył...
- Ej, przerwałeś mi zabawę - Kelly ani trochę nie była zadowolona - Ty psuwaczu.
- Psuco? Nie ma takiego słowa! - bo nie ma, prawda?
- Jest i oznacza właśnie ciebie - frustracja, która nie mogła sobie ulżyć na dręczeniu praktykantki, skierowała się na nogę Kelly a stamtąd kopniakiem w goleń Deana.
- Auł! Za co? - podskoczył na jednej nodze, łapiąc się barierki. Frustracji było jednak mało, więc ulżyła sobie na drugiej nodze Winchestera. Ból ściął, a w efekcie całe ciało ścięło się ze schodami i leżało, jak placek - Kobieta mnie bije - Dean jęknął, wtulając policzek w zimny schodek.

Niechybnie byłby pobity dalej, gdyby straszny huragan nie wypłynął, a raczej wybuchł z gabinetu Bobby'ego Singera.
- Non! Jamais! - Nem zeskakiwała po kilka schodków, zaskakująco nie łamiąc sobie przy tym kostek - Sam sobie bądź! - rzuciła przez ramię w stronę Bobby'ego, który wyszedł za nią - Sami stręczyciele... burdel, ja cię mać, burdel!

Kelly zawisła z podniesioną nogą, wycelowaną w nerki Deana. Gapiła się na wkurzoną przyjaciółkę, gwałtownie gestykulującą rękoma. Sammy na wszelki wypadek spłaszczył się na biurku, chowając za ekranem laptopa. Wykręcony w płaszczyźnie Dean, zerkał niepewnie.

- To, co się dzieje? - Arthur był jedynym, który odważył się zapytać. Było mu łatwiej, piętro wyżej, miał większe szanse na ucieczkę.
Do tego stanu Nem rzadko się doprowadzało. Jasne, bywała poirytowana i złośliwa, ale nie zmieniała się w tajfun. To bardziej było domeną Kelly. Drobnostki wyprowadzały ją z równowagi, jednocześnie wyprowadzając porządny prawy sierpowy. Skrajnie, nóż sprężynowy zza paska.
- Dziwka - Nem zgrzytnęła zębami.
- Ej! - Jo instynktownie zaprotestowała, chociaż świadomie nie przypominała sobie, co by napluła na reputację Gourmand w jakiś sposób.
- Nie ty - brunetka syknęła na nią upominająco - Ze mnie chcą zrobić dziwkę. Znów!
Wszyscy jednocześnie odetchnęli z ulgą, wręcz dało się słyszeć wydychane "Aaa". Armageddon nie nadchodził, tylko duma komuś zaczynała ciążyć. Bo Nem była dziwką. Znaczy nie była nią per se, tylko przypadała jej ta rola nader często. Dziwki, kochanki, uwodzicielki, zazdrośnicy. Nie żeby wątpiła w swoje aktorskie umiejętności, ale trąciło jej to szufladkowaniem. Bobby, stary zbereźnik, też wezwał ją, nawet nie proponując, że mogłaby tę rolę wybrać Kelly. Tylko któraś z nich, bo Sasha... cóż... nie, na rurze to Sasha by się nie pokręciła.

Kelly westchnęła jeszcze raz, szturchając czubkiem buta rozpłaszczonego przed nią Deana. Pokręciła głową. Ok, więc to z założenia był trudny dzień. I wcale nie zaczęło się od wypocin Jo. Tylko wcześniej, od spojrzenia w kalendarz. Cholerny czternasty cholernego lutego, czyli cholernego Walentego. Najgorszy dzień świata, jak dla Kelly. Czekoladowy bożek jeden raczy wiedzieć, dlaczego święto napalonych orangutanów rypiących się, jak króliki na wiosnę, dobija ją. Kit z gadaniem o poczuciu samotności. Mogła siedzieć sama w Wigilię, łazić na cudze wesela i nic. A czternastego świerzbiło ją, żeby wyciąć kilka żywych serduszek. Tak sobie tkliwie wycharkiwali miłość, fuj. Zanosiło się na to, że będzie miała szansę to i owo wyciąć, skoro szykowali się do kolejnego zadania. Planowanego od tygodnia. A wciśnięcie Nem w rolę jej życia nie było dla przyjemności chłopców z ekipy. Choć, o czym Kelly była przekonana, wykręcą sobie szyje, byle podejrzeć, jak najwięcej. Typowe.

- Co się tu dzieje? - surowy ton zmroził wszystkich bardziej, niż wybuch przed chwilą.
Hetty Lange, szefowa oddziału, jednostki, całej organizacji - a czasem podejrzewali, że ma władzę nad większą częścią świata - sporadycznie wychodziła ze swojego jasnego antycznego pokoju. Od czasu do czasu przechadzała się pomiędzy nimi, proponowała herbatę, której nikt pić nie chciał, a najczęściej opierniczała.
- Bo... bo... - Nem zająknęła się, kiedy Hetty stanęła przed nią. Kobieta sięgała jej ledwie za linię talii, lecz nikt nigdy nie śmiał robić uwag do jej wzrostu. Każde z nich miało na to oczywiście ochotę, szczególnie niewyparzony jęzor Deana. On nie omieszkał palnąć słowotoku o mniejszości i mikroproblemach przy pierwszym spotkaniu ze swoją potencjalną przyszłą szefową. Hetty zachowała spokój, a po rozmowie zastrzegła, że jeśli usłyszy jeszcze jedną insynuację z jego ust, powie innym, jak po pijaku biegał w zielonych rajtuzach udając Robin Hooda.
- Bla bla, do rzeczy - ponagliła brunetkę, zimne spojrzenie celowało zza szkiełek okularów.
- Bobby znów każe mi być dziwką - Nem skrzyżowała ramiona i uniosła dumnie głowę - Dlaczego akurat dziwką? Dlaczego znów ja?
Żeby jej przynajmniej płacili tyle, ile zarabiały panienki w takich lokalach czy na usługach.

Hetty splotła dłonie za plecami, pokołysała się chwilę na piętach, jakby nad czymś dumała. Wreszcie przesunęła wzrok po całej sylwetce Nem. Kilka raz. Aż ta poczuła się niezręcznie roznegliżowana pod wzrokiem szefowej. Co najmniej dziwne.
- Po pierwsze, panno Gourmand - Hetty zawsze zwracała się do swoich podwładnych per panno, panie - Posiadasz oczywiste cechy, przemawiające za twoją dobrą kreacją w swoistych, hmm specyficznych rolach. Zarówno fizyczne, jak i oczywiście pewne umiejętności wrodzone - spojrzała na nią wymownie.

Należałoby może właśnie od tego zacząć. Nie od samych wrodzonych umiejętności Nem, co od stwierdzenia, że wszyscy w tej jednostce byli specyficzni. Nie wykształceni w rozlicznych kursach podnoszących kwalifikacje. Bo na jaki kurs można wysłać łowcę? Chyba tylko sztuki ninja. Choć Deanowi wystarczało oglądać Karate Kid i pół dnia wcierać wosk w swoją piękną Impalę. Mało rozsądne byłoby również oczekiwanie, że kandydaci do jednostki ukończą jakąś szczególną szkołę. Gorzej, niektórzy z tej świetnej ekipy w ogóle nie ukończyli szkoły wyższej, ba, nawet nie zaczęli. Ale mieli w swoich życiorysach, na swoich sumieniach coś więcej niż przydatność do pracy w zawodzie łowcy. I choć te dwa słowa się wykluczają, to oni naprawdę byli zdrowo nienormalni. Wszyscy, bez wyjątku. Gdyby w CV istniała rubryczka o szczególnych kwalifikacjach, każde z nich umieściłoby tam adnotację o opętaniu, słyszeniu duchów, wujku wilkołaku, rozmawianiu z demonami, wychowywaniu przez czarownice czy bycia molestowanym przez rusałki wodne. Dlatego nadawali się do tej roboty, jak nikt inny. Każde w swój indywidualnie pokręcony sposób.

Nem Gourmand na swoje specialite de la maision nie miała wpływu, nie doświadczyła go w brutalnym dzieciństwie - choć zdecydowanie odbiegało od normy Domowego Przedszkola. Ona po prostu się urodziła. Córeńka przeciętnego, acz przystojnego faceta i nieprzeciętnej, rozwiązłej... sukkuby. Na dodatek sukkuby kiepskiej w antykoncepcji lub, jak Nem sama obstawiała, z alzheimerem, skoro po tysiącleciach gwałcenia mężczyzn, z tym akurat wpadła. I urodziło się małe wrzaskliwe niemowlę, w mitologii zwane kambionem. Dla uroczych rodzicieli swoista Nemesis - zawsze uważała to imię za głupie. Ale gorsze od imienia było mieć mamę sukkuba, po której sporo się odziedziczyło. Trochę z wyglądu, garstkę z piekielnego temperamentu, szczyptę umiejętności. Choćby jakże wielce przydatna zdolność manipulowania i uwodzenia mężczyzn. Plus kilka okołodemonicznych trików w zanadrzu.

Czy po takim curriculum vitae trudno było odgadnąć, dlaczego Nem dostawała role dziwek?

- Po drugie - Hetty kontynuowała - Dla swojej pracy trzeba się poświęcić. Pamiętam, jak kiedyś w Mediolanie musiałam wyskoczyć z tortu... - zachichotała pod nosem
Sam aż wysunął nos zza ekranu komputera. Wiedzieli, że Hetty miała długa kartotekę swoich działań w różnych dziedzinach, ale do tej pory udało im się potwierdzić jedynie CIA. Podobno było tego więcej, barwniej i zatajone bardziej niż śmierć Kennedy'ego. Nie zdziwiłby się, gdyby Hetty była obecna nawet tam.

- Tak, czy inaczej, przestańcie się nad sobą użalać i weźcie się do roboty - zniecierpliwiona machnęła ręką na Nem. Obróciła się na pięcie. Pomimo niewielkiego wzrostu nigdy nie widzieli jej na obcasach. Olewała dbanie o postawę - Ah... - zatrzymała się przy biurku Jo, która pieczołowicie przyciskała zeszyt do siebie - Panno Harvelle, jest pani naszą praktykantką już od kilku miesięcy. Powinno się już ułożyć w pani móżdżku, że nasza jednostka jest ściśle tajna. Ten zeszyt nigdy nie opuści tego pomieszczenia - wycelowała w nią palcem - W żadnej formie. Skoro już chce pani pisać, to doradzam coś frywolniejszego, za co nie grozi kara śmierci... Może haiku?

Kelly aż podskakiwała cichutko w miejscu, uradowana ostatnim wątkiem tej sceny. Podczas gdy Jo z przerażeniem w oczach usiłowała logicznie wydedukować, skąd szefowa ma nie tylko pojęcie o samym akcie pisania, co o treści i planach fabularnych.
- I pamiętajcie przywieźć rachunki do rozliczenia!





My sweet, freakin' whorish Valentine


część druga (a raczej część pierwsza części drugiej)



Więc koleją rzeczy - choć zdań nie zaczyna się od 'więc' - teraz powinno nastąpić poprowadzenie akcji walentynkowej. Jednak dla porządku rzeczy wspomnieć należy przede wszystkim, że w zespole Octocobry każdy ma swoje miejsce. Tego w ogóle nie widać, szczególnie przy braku ogólnego poszanowania wzajemnej prywatności, przy rozlicznych wybrykach i kawałach, a już z pewnością hierarchii nie było zbyt dobrze widać podczas akcji. A jednak hierarchia władzy i odpowiedzialności istniała, jak to z założenia w każdej jednostce zorganizowanej. Jedynym pewnikiem podziału, który wyróżniał się na tle chaosu, była oczywiście Hetty. Wszystkowiedząca, wszystkowidząca, wszystkosłysząca, i ogólnie wszystko-cokolwiek-ąca. A motłoch, znaczy reszta oddziału, była sobie kim chciała, jak chciała i kiedy chciała, chociaż Hetty wyraźnie domagała się przestrzegania obowiązków.

Jak to mówiła, a Bobby wiernie powtarzał, Nie po to przydzieliłam wam konkretne role, żebyście jak murzynek Bambo na drzewo uciekali, lub bardziej dosadnie, czyli w wersji wkurzonego Bobby'ego Każdy ma swój zakres obowiązków, kurwa... nie mówię do Ciebie, Gourmand.

Bobby Singer, nazywany mistrzem z przymrużeniem oka, wybierał akcje, zarządzał nimi odgórnie, ratował z opresji, świadczył, wyciągał z paki i podtrzymywał całą sieć kontaktów pomiędzy wolnymi strzelcami, informatorami a Octocobrą. Dużo roboty, dużo marudzenia i jeszcze więcej zapotrzebowania na trunki. Ale wolał tę robotę od biegania z dubeltówką w środku nocy za uporczywą zjawą. Za stary był na brak snu, polowe warunki, a już zdecydowanie za stary na spędzanie całej doby z hałastrą podwładnych mu imbecyli. Na ich czele, niestety, stał Dean Winchester. Z lekka socjopatyczny, beztroski i wiecznie głodny facet, który na początku swojej kariery łowcy najpierw działał, potem myślał. Z tego nawyku na szczęście wyrastał, a Hetty pokładała w nim spore nadzieje na dobrego dowódcę jednostki. Oficjalnie nie miał przyznanego dowodzenia, ale i tak pozostali zwykle szli za nim. Lub za Kelly Moore, będącą drugą najlepszą kandydatką do tego stanowiska. A przynajmniej najbardziej na nie aspirującą. Dean był bezbłędnie szybki i polegał na cholernie dobrej intuicji. Kelly wiedziała o różnych rzeczach i drobnostkach więcej niż sam Bobby. Przede wszystkim była dla nich rzeczoznawcą. Nawet mały potłuczony kieliszek potrafiła zidentyfikować, o ile miał jakikolwiek związek z okultyzmem, zjawiskami parapsychologicznymi, czy serialem Rzym. Jeżeli było coś, o czym Kelly akurat nie wiedziała, lub nie umiała rozpoznać, Sam Winchester miał pole do popisu. Choć nie można mu było odmówić talentu do zabijania potworów, przede wszystkim działał cuda na laptopie i w bibliotekach. I jako jedyny w ich zespole, potrafił podejść ludzi, rozmawiać z nimi, wyciągać informacje w najbardziej niewinny i uprzejmy sposób.

Podczas gdy Deana można określić jako z lekka socjopatycznego, to Nem Gourmand była socjopatką w wersji hard. Nie tylko półdemoniczne geny przyczyniały się do tej kwestii. Wszyscy w Octocobra byli wybitnymi łowcami, ale nikt nie zabijał aż tak perfekcyjnie i szybko. Uwodzicielski urok bywał przydatny, lecz o wiele bardziej jednostka zyskiwała na jej wprawnym, bezlitosnym, cholernie doskonałym likwidowaniu tego i owego. W aspekcie znajdywania, poznawania oraz szukania źródeł rzeczonego 'tego i owego' przydatna bywała Sasha Vronska. Zwykle milcząca, raczej smutna obserwatorka, której wystarczyło kilka minut na miejscu zbrodni, aby wyczuła czy był to duch i jakie jest jego nastawienie, a nawet kolejne posunięcia wrednej zjawy. Była ich żywym EMR. A skoro mowa o sprzęcie, z jakiego korzystali, najważniejsza była broń. Octocobra dysponowała pokaźnym arsenałem, nieustannie się powiększającym. Za wyposażenie samych łowców, zdobywanie tych najtrudniejszych form broni odpowiadał Arthur. Nie tylko odpowiadał, sam tworzył broń, choć nie miał jeszcze szczęścia stworzenia colta zabijającego wszystkie niedobroty.

W jednostce aktywnej nie było jeszcze miejsca dla praktykantki Jo, dlatego swoje znużenie papierkową robotą, przepisywaniem sprawozdań i żmudnym śledzeniem akcji głównych łowców, wyładowywała w formie pisemnej. Do zespołu należał również młodziutki doktor, Mathias Clemente, choć łowcy usilnie go unikali, udając, że ich rany są powierzchowne. Ale doktor, choć uroczy, nie w ciemię bity - raz uśpił Deana, upierającego się, że rana po postrzale sama się zagoi.

Cała ta menażeria szykowała się do kolejnego zadania, w którym wiadome już było, że Nem ku swojej wielkiej sarkastycznej uciesze będzie musiała obniżyć swoje moralne obyczaje i pokazać co najmniej nogi.

- Hetty ma rację - Bobby odczekał, aż szefowa zniknie za dębowymi drzwiami swojego kolorowego gabinetu - Do roboty! - wrzasnął na obijających się łowców.
Jak mróweczki, którym ktoś zalewa mrowisko, zaczęli miotać się szybkimi krokami do sali prezentacyjnej. Tak ładnie się nazywała, ale w środku panował chaos. Stało kilka tablic, a na każdej z nich rozpisane od jednej do trzech podejrzanych sytuacji, do zbadania. Tylko jedna tablica była pusta. Na niej zwykle rozpracowywali te najpilniejsze, najpewniejsze sprawy, na które już mieli pomysł.
- Kto prowadzi? - Bobby klapnął przy stole, na zawsze poplamionym od tłustego syfu jakim kiedyś zabrudził go Dean.
- Ja! - jednoczesny, wzajemnie przekrzykujący się chórek Deana i Kelly był tak przewidywalny, że Bobby'emu odechciało się nawet przewracać oczami.
- Moja kolej - domagał się Winchester, szybko zajmując miejsce przy białej tablicy i zgarniając wszystkie mazaki. Jak nie będzie miała mazaków, to nic nie zaprezentuje, o.
- Popsułeś mi dzisiaj humor, jesteś mi coś winny - Kelly szybko reagowała. Na mazaki najlepsza była jedna obrona, złapała więc plastikową gąbkę do ścierania i zaczęła nią bić Deana po głowie.

Nieśmiałego To może ja ze strony Sammy'ego nikt nie usłyszał, lub też większość zignorowała. Sasha bez słowa usadowiła się daleko po drugiej stronie stołu, obojętnie przyglądając się szarpaninie swoich kolegów po fachu. Rzadko się odzywała, nie miała aspiracji do prowadzenia innych i przekonywania do swoich ambitnych planów. Szczerze? Nie miała nic przeciwko Kelly, ale bardziej ufała Deanowi. Opierał się na instynkcie, coś w czym mogła go zrozumieć.

- Zamknąć się - Bobby warknął wreszcie, zniecierpliwiony - Dean, siadaj. Tym razem Kelly prowadzi.
- Dlaczego? - ostatnią niteczką nadziei nie oddawał markerów, chociaż Kelly wskoczyła mu na plecy i tak dyndała.
- Bo Nem gra dziwkę - to było dziwne wyjaśnienie, na które Gourmand tylko fuknęła, chociaż miała ochotę zacząć krzyczeć. Bobby rzucił na stół papierową teczkę z aktami - Nocny klub w Ipswich. Oficjalnie jedynie widokowy, ale dla niektórych klientów oferują więcej. W ciągu ostatniego pół roku zniknęło czterech mężczyzn, którzy korzystali z tamtejszych usług. Policja oczywiście nie znalazła niczego podejrzanego w samych właścicielkach. Które jednocześnie są głównymi tancerkami. Khm... - chrząknął wymownie - Dlatego Dean nie ty poprowadzisz sprawę. Po pierwsze, głupiejesz przy cyckach większych niż rozmiar B. A po drugie, ktoś tu musi grać rolę klienta, żeby pilnować Nem.
- A Sammy? - Dean rozpaczliwie zaproponował.
- Proszę cię - tym razem to Nem prychnęła - Nawet ja do tej pory wątpię czy on jest hetero. Bez urazy, Sam - uśmiechnęła się do młodszego z Winchesterów, który z zaciśniętymi zębami wykrzywił usta w półuśmiechu.

- Ja mogę popatrzeć - Arthur nawet podniósł rękę, zgłaszając swoją kandydaturę - tfu, znaczy pilnować! Tak właśnie, ja mogę pilnować Nem.

- Hmm - Nem zmierzyła go spojrzeniem, od czubków eleganckich butów po piwne oczy - Czemu nie... - jej głos rozbrzmiał kuszącym tembrem, a na ustach pojawił zalotny uśmieszek.
- Właśnie wyłazi z ciebie sukkuba - Sammy szturchnął ją mocno łokciem. Czasami odnosił wrażenie, że jego współpracownicy w ogóle nad sobą nie panowali. Pal licho wieczny głód Deana, on widział jedzenie i nigdy nie panował nad żołądkiem. Ale chociażby Nem, psiocząca na role dziwek, jednocześnie owijająca wokół palca każdego napotkanego faceta. Podobno umiała tak nawet z gejami...
- Pff! - żachnęła, ale jakoś już nie spojrzała w stronę Arthura.
No i może miała odrobinkę zaburzoną równowagę w swoich demonogenach, ale czy komuś zaszkodzi, jak chwilkę podroczy się z jednym, dwoma, nawet z kilkoma?
- Drażni cię, że z tobą nie chcę sukkubić - Nem skwitowała, obrzucając Sama wymownie niechętnym zimnym spojrzeniem.
- Nie! - gwałtownie zaoponował, głośniej niż Kelly darła się Oddawaj pisaka - Jestem w związku - oświadczył z powagą i namaszczeniem - A poza tym, nie ma czegoś takiego, jak sukkubienie.

- Ależ jest - z pełną premedytacją Nem przejechała dłonią po jego policzku - Niesamowite doznanie, mhm... nie dla ciebie - chlasnęła go ciut mocniej niż lekko.
Sam był poprawny. Zbyt poprawny, jak na standardy znoszone przez Nem. Z tą swoją przydługą fryzurką, czułym spojrzeniem i dzwonieniem dwa razy dziennie do narzeczonej. Która też była zbyt normalna. Miła, inteligentna, dobrze gotowała, czyli ogólnie beznadziejna. Nem mogła się założyć, że wykorzystywali tylko łóżko. Serio, Sama musiałoby coś opętać, żeby uprawiał dziki seks.

Obecnie na opętanych wyglądali Dean i Kelly, skaczący po sobie, jakby tańczyli pogo. W ich wypadku byłoby to nowatorskie pisakdance. Bobby miał serdecznie dość tego przedszkolnego szału, gdzie dwoje rzekomych dorosłych zachowywało się, jak pięcioletnie bachory po tabliczce czekolady i w pełnym słońcu. Krzesło głośno szurnęło, kiedy wstał. Odczepił Kelly od pleców Deana, po czym złapał go za kark jak szczenię.
- Do cholery, nie mam czasu na to - warknął po raz kolejny - Winchester, sadzaj na krześle swój tyłek i słuchaj. Powyżywasz się w akcji. Moore, przestań się szczerzyć z zadowoleniem i prowadź - sam usiadł na krześle i westchnął - Ja chcę na wcześniejszą emeryturę...
Tak naprawdę nie chciał. Zanudziłby się i z nudów powiesił. Dyndając na sznurze miałby więcej rozrywki niż jako stateczny emeryt. Ogródka nie umiał prowadzić, w drewnie strugał tylko kołki. A i wnuków nie miał, całe szczęście. Nie, emerytury nie chciał. Tylko zespół normalnych ludzi. Czasami wyobrażał sobie, że jego podwładni są rzetelni i dobrze zorganizowani, na czas piszą raporty, słuchają rozkazów. Jakie to było piękne marzenie!

Kelly tryumfalnie uniosła jeden z mazaków, jak dyrygent batutę. Chwilę jeszcze trwało zanim oporni, rozgadani łowcy wreszcie usiedli, czy raczej rozwalili się na krzesłach.
- Ipswich - blondynka zgarnęła ze stołu mapę z zaznaczoną na czerwono dużą kropą i przypięła magnesem do tablicy - Nasi analitycy zwrócili uwagę na tę miejscowość już na początku roku, kiedy w przeciągu kilku tygodni zanotowano serię chorób wśród kobiet. Mówiono o nasilonej grypie, ale ta grypa dotknęła wyłącznie kobiet. Wyłącznie mężatek - i dlatego się nie hajtała. W filmach mordowali samotne blondynki, a w rzeczywistości licho zawsze na pełne rodziny spadało - Po miesiącu samo się uspokoiło, ale później zaczęli znikać mężczyźni. Pierwszy zniknął Thomas James, idiotycznie się nazywa. W kolejnych miesiącach Roger Eckhart, Ben Harper i Colin Qoyle. Teoretycznie nic ich nie łączyło. Żonaci, trzech ma dzieci. Pracują w różnych miejscach. Najstarszy ma pięćdziesiątkę na karku, najmłodszy dwadzieścia trzy lata. Okazuje się, że byli klientami uroczego przybytku o nazwie... Lukrecja - skrzywiła się z obrzydzeniem - Egzotyczny klub nocny, w którym, khm - Kelly podniosła ulotkę reklamującą lokal i odczytała drwiąco - Wyjątkowe artystki tańca i konwersacji umilą czas osobom spragnionym ożywczego kontaktu z magnetyczną siłą. Boże, jakbym wypociny Jo czytała... W każdym razie, faceci bywali w tym magnetycznym klubie a po którymś razie rozpływali się w powietrzu.

- Ciał nie odnaleziono, prawda? - Sasha odezwała się półgłosem, wpatrzona bardziej w tablicę niż w samą Kelly - Duchy zazwyczaj doprowadzają do śmierci, nie porywają.
- Chyba, że przez telewizor - Dean zażartował, ale nikt poza nim się nie śmiał - No jak w "Duchu"! Co telewizor zjadł dziecko. Znaczy duchy zjadły za pomocą telewizora.
- Ktoś mu powinien odciąć kablówkę - Arthur pokręcił głową, a wszyscy spojrzeli wyczekująco na Sama. Jakby Sammy miał dostęp do kabli w mieszkaniu brata. Rzadko tam bywał, głównie ze względu na przerażający bałagan, którego nie mógł znieść. A co dopiero grzebać, żeby znaleźć kabel od telewizora.

Dean pewnie by mu w między czasie łeb maczetą odrąbał, za próbę odcięcia od erotycznych kanałów.

Cięcie za odcięcie, itd.

- Nie sądzę, żeby to były duchy. Nie odnalezione ciała mogą świadczyć albo o seryjnym mordercy, co wykluczałoby nasze zainteresowanie. Ale zerknąć możemy, bo wydaje się, że miniepidemia grypy i te zniknięcia mają ze sobą coś wspólnego - Kelly nalepiła na tablicę kilka fotografii - Zgadnijcie czyje nazwiska się powielają! Cztery z pięćdziesięciu ośmiu kobiet to żony naszych zaginionych - klasnęła w dłonie - Więc! Jedziemy do Ipswich, to po pierwsze. Po drugie, Nem, nasza kochana Nemuś - słodzenie jej imieniem wcale nie łagodziło wisielczego nastroju głównej przynęty - Skutecznie postara się o pracę w Lukrecji. Dean ochoczo, co jest do przewidzenia, będzie regularnym klientem. Może też coś zauważy przy okazji. Arthur, sprawdzisz szpitalne karty naszych żon. Znaczy nie naszych, ale tych, tych no zboczonych niewiernych. Sasha, historia miasta. Sam i ja pogadamy z rodzinami zaginionych.

- Wszystko ładnie, ale... - Arthur przechylił się na krześle - Ja nie chce mieszkać w jednym pokoju z nimi dwoma! - oskarżycielsko wskazał na braci Winchester


* * *
c.d.n.
_________________


Ostatnio zmieniony przez Niunia dnia Pon Mar 05, 2012 4:12 pm, w całości zmieniany 4 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Nan
Pępuszek


Dołączył: 10 Paź 2006
Posty: 1227
Skąd: Warszawa

PostWysłany: Pią Lip 15, 2011 1:04 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

1. Siedzę w pracy.
2. Nudzę się.
3. Dochodzę do wniosku, że a) nie mamy pilnych projektów; b) dotychczasowe zadania mogą poleżeć i nic im się nie stanie.
4. W sumie chętnie poleżałabym razem z tymi powyższymi zadaniami.
5. Wspominałam, że mi się nudzi?
6. Może odświeżę któreś z opowiadań...
7. Patrz pkt 2. I 5.
8. Przeczytam Octocobrę!
9. Relacja na żywo.

Cytat:
... Tacy właśnie byliśmy. Silni i nieugięci. Morderczy. Musieliśmy, bo stawialiśmy czoła najstraszniejszym i najgroźniejszym z bestii, jakie błąkały się po świecie. Były nam wyzwaniami, które zdmuchiwaliśmy z powierzchni, jak pyłek. Aby żaden cywil nie musiał sobie nawet uświadamiać, w jakim żył niebezpieczeństwie. Ja poznałam tę prawdę twarzą w twarz, kiedy południowy upiór wybudził mnie w środku nocy. Dla większości to było początkiem, gdy nasza zwierzyna próbowała zmienić się w łowca i upolować nas. Prawdę mówiąc, byliśmy nielicznymi, którzy przeżywali takie spotkania. Czasem z trudem przeżywaliśmy kolejne. Po ostatniej akcji wciąż byłam roztrzęsiona. Nigdy nie umiałam zamknąć w sobie emocji, co kilkoro z naszej ekipy świetnie potrafiło, lecz ja drżałam. Obrazy krwawych odcisków na moim ciele powracał w koszmarach. Musiałam się od tego oderwać. Wzrokiem poszukiwałam czyjejś twarzy, sprzymierzeńca dla tego drżenia. Jak zwykle moje spojrzenie chciało widzieć właśnie jego...

Niunia zwariowała. Niewątpliwie, skoro zaczyna wypisywać takie rzeczy. No, czego jak czego, ale TEGO bym się po niej nie spodziewała, Harlequin w wersji ponadnaturalnej!

Cytat:
- Jezu Chryste, ale chłam! - Kelly z obrzydzeniem podniosła notatnik

*westchnienie ulgi tak wielkie, że aż zdmuchnęło oficjalne pismo rektor zalegające na biurku* A więc jednak - chłam!

Cytat:
- Mam nadzieję, że sprawozdań tak nie piszesz

A propos - wiesz, że kiedyś napisałam szaleńczo oficjalną opinię o projekcie w stylu kryminału z dziesiątkami trupów? I jak gdyby nigdy nic podsunęłam do podpisu. Miałam co prawda jeszcze drugą - nudną - wersję opinii.

Cytat:
Co prawda, nie byłoby tak łatwo ją zabić, szczególnie w miejscu publicznym, ale chciała spróbować. Po raz kolejny, po raz wtóry, może wreszcie się uda. Choćby ją zamknęli, czy ukamienowali, pozbyłaby się prześladowczyni.

Znając Kelly, Jo wcale nie pozbyłaby się prześladowczyni, wręcz przeciwnie! Kelly gotowa prędzej odstawić jej "I am King Henry VIII", niż dać spokój po zamordowaniu...

Cytat:
Jakby sceny było mało, pojawiła się Nem, pijacka połowica Kelly.

Laughing He he, podoba mi się!

Cytat:
Z tym singlowaniem też były podejrzane.

Raczej normalne. Im bardziej kobieta uświadomiona, tym ciężej znaleźć faceta a) z wyglądem, b) z inteligencją, c) z klasą. Funkcja d) z kasą jest opcjonalna, aczkolwiek nie ukrywajmy - przydatna. No, za to funkcja e) wolny jest jeszcze gorsza. Albo jest e) i nic więcej, albo wszystko poza e), a wówczas z lekka głupio. A jak jest wszystko na raz, to jest gej. I tyle.

Cytat:
- Co rozumiesz? - Dean zerknął na brata podejrzliwie. Kiedy Sammy coś rozumiał, okazywało się, że mieli do czynienia z wielkim monstrum, które można zabić tylko w jeden sposób. Najczęściej piekielnie trudny do wykonania.

Twisted Evil

Cytat:
wścibskiej i agresywnej rzeczoznawczyni, Nelly, oraz rozwiązłej egzekutorce, Gem

U-huu. Czekaj, bo się pogubiłam normalnie, Nelly i Gem, toż to zgadnąć nie sposób!

Cytat:
Wystarczy przytoczyć, że Dean schował się do szafy i przez cztery godziny z niej nie wychodził, kiedy przypadkiem zniszczył ulubiony wazon Hetty.

Twisted Evil Z czymś mi się kojarzy. Ale nie wiem z czym... co nie zmienia faktu, że ogromnie mi się podoba!

Cytat:
- Auł! Za co? - podskoczył na jednej nodze, łapiąc się barierki. Frustracji było jednak mało, więc ulżyła sobie na drugiej nodze Winchestera. Ból ściął, a w efekcie całe ciało ścięło się ze schodami i leżało, jak placek - Kobieta mnie bije - Dean jęknął, wtulając policzek w zimny schodek.

Oj, przemoc w rodzinie. Znęcanie. Tylko kto uwierzy Deanowi, że pobiło go coś takiego jak Kelly? Oczywiście niewinność Kelly jest tylko na obrazku, podejrzewam, że w realu już w ciągu pierwszych kilku sekund spotkania niewinność Kelly wydaje się równie mało prawdopodobna i realna jak różowe słonie na księżycu.

Cytat:
Sami stręczyciele... burdel, ja cię mać, burdel!

Nie wiedzieć czemu, ogromnie mi się to spodobało!

A resztę kiedy indziej, bo przyszli panowie od netu i chyba zaraz wyciągną mi kabelek do internetu...
_________________
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Nan
Pępuszek


Dołączył: 10 Paź 2006
Posty: 1227
Skąd: Warszawa

PostWysłany: Pią Lip 15, 2011 2:40 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Panowie już poszli. Nie wiem, co zrobili, zapewne nic.

Gdzie to ja byłam...?

Cytat:
po rozmowie zastrzegła, że jeśli usłyszy jeszcze jedną insynuację z jego ust, powie innym, jak po pijaku biegał w zielonych rajtuzach udając Robin Hooda.

No pewnie, nie ma to jak dobry szantaż. A jak.

Cytat:
Córeńka przeciętnego, acz przystojnego faceta i nieprzeciętnej, rozwiązłej... sukkuby.

Taaaa. Zwyczajne życie. Absolutnie. I nic, ale to nic ponadto.

Haiku rozwaliło mnie totalnie Twisted Evil Już widzę jej haiku o Deanie i nożach Twisted Evil

Cytat:
Nawet mały potłuczony kieliszek potrafiła zidentyfikować, o ile miał jakikolwiek związek z okultyzmem, zjawiskami parapsychologicznymi, czy serialem Rzym.

Nie wiedzieć czemu, ale to trafiło do mnie w sposób wręcz wyjątkowy, zwłaszcza to ostatnie

Cytat:
doktor, Mathias Clemente,

Czyżbym wyczuwała nutkę ER? Tam też był Clemente.

Cytat:
złapała więc plastikową gąbkę do ścierania i zaczęła nią bić Deana po głowie

Kelly to strasznie agresywna jest momentami...

Cytat:
Obecnie na opętanych wyglądali Dean i Kelly, skaczący po sobie, jakby tańczyli pogo.

O, to mi się takoż wielce podoba!
_________________
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Niunia
Socjopatycznie beztroska


Dołączył: 02 Paź 2006
Posty: 2983

PostWysłany: Pią Lip 15, 2011 9:37 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

część druga części drugiej


Dean otworzył drzwi, szczerząc się szeroko. Na progu stała Nem, ze skrzyżowanymi ramionami i spojrzeniem z kategorii, które zwykle należały do oczowego dobytku Kelly.
- Zdajesz sobie sprawię, jakie to głupie? - wątpiła, żeby sobie zdawał sprawę. Z tego, co nie było jedzeniem lub martwym przeciwnikiem, Dean rzadko sobie zdawał sprawę.
Tym razem nie chodziło o kwestie wagi wysokiej rangi, doprowadzające Bobby'ego do nerwicy. Raczej o ten rodzaj zachowania, który już nikogo dziwić nie powinien, a jednak wciąż nie mogli się przyzwyczaić do tego, że mózg Deana był napalonym nastolatkiem. Można by podejrzewać, że jego zwoje nawzajem się macają. Nie dalej, jak minutę temu, w pokoju dziewczyn zaczęły ruszać się obleśne wazoniki w kwiatki, ustawione na komodzie pod ścianą. Dzikie odgłosy "O tak!" w wykonaniu starszego Winchestera, nie rozbawiły żadnej z nich.
- Wcale nie - oburzył się, że nie zrozumiały jego kawału - Śmieszne było!
- Fakt - uśmiechnęła się jadowicie - Wydawałeś odgłosy rozkoszy, będąc w pokoju z dwoma facetami... zboczusie - pomachała paluszkami Samowi i Arthurowi.

Zostawiając rozdziawionego Deana na progu, i dwóch odrętwiałych z zaskoczenia współlokatorów, wróciła do pokoju. Sasha siedziała na parkanie, zjadając przeraźliwie długą żelkę. Wyglądała, jak glista. Żelka, rzecz jasna. Sashy można było przypisać różne epitety, ale glista jakoś się jej nie trzymała. Może miała za słabe przyssawki. Nem przyssało na progu, widząc jak Kelly rozstawia wszystko po kątach. Nocowanie z nią w jednym pokoju już było wymagające. Ale spanie, kiedy była dowodzącą, zakrawało o masochizm. Noga Nem cofnęła się do tyłu. Sprytna długa noga, która nie chciała na zamówienie Kelly chodzić w tę i z powrotem.

- Stój! - druga noga zawisła spanikowana w górze.
Kelly była odwrócona do niej plecami, a jednak wiedziała, że ma potencjalnego dezertera. Nie lubiła wielu niedoskonałości, ale dezerterów szczególnie. Najchętniej powszczepiałaby im jakieś elektroniczne małe robaczki, które gryzłyby im od środka tyłki, gdyby tylko próbowali się wycofać. A może by tak elektrycznego pastucha? Hetty uznała to za przesadny środek dyscyplinarny i zaproponowała jej herbatkę z melisą. Na co Kelly melisa?! Ona chciała działać! Trybiki w główce działały, jeszcze szybciej zębatki w mięśniach. Nie zwróciła nawet uwagi na tapetę w srebrne gwiazdki, która normalnie wiązałaby się z egzorcyzmowaniem pokoju - tak na wszelki wypadek, kto wie, jakie licho lubi srebrne gwiazdki.
- Gdzie się wybierasz, hę? - wycelowała w Nem dyndającym kablem od laptopa.
- Przygotować się - gładko zełgała - Wiesz, wcielić w rolę, przemyśleć.
- Nie za dużo myślisz, Gourmand? - Kelly łypnęła na nią podejrzliwie, główka kabla pokiwała zgodnie - To niewielka rola. Dobrze się zegniesz i wystarczy.

- Sama się zegnij! - błyskawicznie zdjęła buta i cisnęła nim w blondynkę.

- Kto się będzie zginał? - z sąsiedniego pokoju wychyliła się głowa Deana.
Po chwili nieco niżej pojawiła się głowa Arthura.

Drugi but Nem poszybował, trafiając w głowę. Aczkolwiek akurat w trzecią, bo zniecierpliwiony Sam postanowił wyjść z pokoju. Popielaty półbut odbił się od czoła i wylądował w jego rękach.

- Strannyje dity - Sasha westchnęła z politowaniem.
Była Rosjanką, od urodzenia miała do czynienia z dziwnymi ludźmi - Słowianie, Rosjanie, szczypta Gruzinów - jednak Amerykanie bili ich na głowę, jak wódka piwo. Takie małe śmieszne ludziki, jak z komiksu, robiący śmieszne rzeczy, jak w komiksie i na dodatek czytający komiksy.
- Mogę iść do biblioteki? - odgryzła kilka centymetrów różowego żelka, dobitnie głośno cmokając przy tym.

Sam już chciał zapytać, kto jej zabrania iść, ale jasna głowa rozczochranej Kelly - widocznie obcas jednak trafił w jej fryzurę - pojawiła się na ganku motelowym. Moore była despotyczna bardziej od Bobby'ego. Dziwne, bo Jess w ogóle taka nie była. A wyszły z jednego łona, choć pewnie Kelly się z niego wykopała niezadowolona i zniecierpliwiona. Właściwie ona i wchodziła i wychodziła zniecierpliwiona. Nawet kładła się spać zniecierpliwiona, bo najchętniej już by wstała, zanim się jeszcze położyła. Mogła mieć ADHD, ale pewnie byłaby na nie za szybka, żeby znosić nieustanne przełączanie się uwagi. Kiedy dostawała umowne dowodzenie, chodzili jak w zegareczku. Mniej więcej... a raczej mniej. On, jak w elektronicznym starał się dorównać tempa, z kolei Dean, jak zegarek z Myszką Miki, nigdy nie zwracał uwagi na wskazówki. Nem bimbała sobie, jak wahadło w wielkim, starym zegarze. Arthur był z kukułką, co jakiś czas wyskakiwał z pomysłem, a Sasha funkcjonowała dziwnie - jak stuletni kieszonkowy zegarek, który w zasadzie chodzić nie powinien, a jakoś działał.

Blond włos wokół stożkowego obcasa wróżył, że jeśli Nem się sama nie zegnie, to Kelly jej w tym pomoże. Ale nie w sposób, dla którego Dean oddałby duszę i zjadł tonę popcornu.
- Celowałam w cycki - Nem uśmiechnęła się niewinnie.
- Na cyckach nie mam długich włosów - wycedziła przez zęby, zdejmując włos.
- A gdzie indziej masz? - wiele odruchów Nem umiała powstrzymać, ale języka jakoś nie. Nawet się w niego nie gryzła, choć inni chętnie by jej go wyrwali.
Kelly zacisnęła rękę wokół popielatej skórki, grożąc obcasem w stronę brunetki. Gdyby nim tak trzasnąć w czaszkę, może jęzor sam by odpadł.
- Idź już lepiej do tego burdelu. Do Lukrecji! - dodała, zanim padło przewidywalne W jednym już jestem - A ty! - wycelowała butem w Arthura - Nie głupkuj z Winchesterem, tylko jedź wreszcie do szpitala. Zabierz Sashę do biblioteki. Samosław, my jedziemy do Qoylów.

- Czy ona nazwała mnie...? - Sam przechylił się w stronę brata
- Yup. Samosław - pokiwał głową - To głupsze niż Sammy.
- Sam jesteś głupi! - chlasnął go z góry ręką, na co Dean zrewanżował się hakiem z łokcia
- Palant!
_________________
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Nan
Pępuszek


Dołączył: 10 Paź 2006
Posty: 1227
Skąd: Warszawa

PostWysłany: Pon Lip 18, 2011 1:38 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Pomimo chęci oddać się tworzeniu wakacyjnej historii Nem, Kelly, Deana i Ryana nie jestem w stanie - vide: nie mam na komputerze Worda. W związku z czym jestem upośledzona, stać mnie jedynie na komentarz, w dodatku bez rewelacji.

Cytat:
Wyglądała, jak glista

Też mi się wizja spodobała. Zabawne.

Cytat:
Hetty uznała to za przesadny środek dyscyplinarny i zaproponowała jej herbatkę z melisą.

Herbatka z melisą dobra rzecz. Uparcie poiłam się tym przed magisterką, ale jakoś nie zauważyłam tych osławionych rezultatów uspokajających. Choć smakowo nawet mi pasowało.

Cytat:
- Kto się będzie zginał? - z sąsiedniego pokoju wychyliła się głowa Deana.

Zjawisko wybiorczego słuchu fascynuje mnie już od pewnego czasu...

Cytat:
Nawet kładła się spać zniecierpliwiona, bo najchętniej już by wstała, zanim się jeszcze położyła. Mogła mieć ADHD, ale pewnie byłaby na nie za szybka, żeby znosić nieustanne przełączanie się uwagi.

Szczerze mówiąc, w realnym życiu Kelly byłaby nie do zniesienia.

Samosław mi pasuje. Nawet bardzo, bo u nas panuje mania przekształceń.
_________________
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Niunia
Socjopatycznie beztroska


Dołączył: 02 Paź 2006
Posty: 2983

PostWysłany: Czw Sie 04, 2011 6:50 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

(plus nowa ankietka)


My sweet, freakin' whorish Valentine

część trzecia


Profesjonalistka. Kelly lubiła tak myśleć o sobie. Gdyby miała sobie nadać jakiś przydomek reprezentujący, profesjonalistka byłoby pierwszym wyborem. W przeciwieństwie do idiotycznych pomysłów Deana Terminatora Egzekutora Eliminatora Detonatora czy innego Traktora.

Kiedy prowadziła akcje, wszystko musiało być dopięte na ostatnią hafteczkę - Kelly nie lubiła guzików, więc na nie nic nie dopinała. I zwykle świetnie jej to szło, jeżeli nie robiła podstawowego błędu. Nie przydzielała samej siebie do akcji z Samem Winchesterem. Sądząc chociażby po tym, że właśnie siedziała z nim w jednym samochodzie, chyba popełniła ten błąd.

Próbowała to przekalkulować, jakim jebniętym cudem mogła dokonać tego katastrofalnego wyboru. Wina leżała po jednej stronie... Nem! Cholerny diabeł, co zawsze był winny, i zawsze miał wino. Gdyby nie jej szpile fruwające w powietrzu, Kelly rozplanowałaby wszystko, a każdy dostałby właściwe sobie zadanie. Tymczasem siedziała w kiczowato bogatym Dodge'u Charger, stukając palcami w kierownicę, a na siedzeniu obok Sam poprawiał fałszywy dowód w skórzanej oprawce. Kelly zerknęła na niego. Akurat podniósł głowę, więc szybko się odwróciła, aż w karku zatrzeszczało. Pogapiła się chwilę na śliczny błękitny domek, do którego mieli za chwilę wejść, ale oczy znów zaczęły skręcać na bok. Była pewna, że jeszcze trochę a oczy zrobią się jej skośne. A na Azjatkę się nie nadawała, miała za mało pokory wobec tradycji, nie lubiła facetów u władzy, a w Mandze było za dużo seksu. Kelly seks lubiła, ale postacie rysunkowe gżące się na papierze były co najmniej dziwne. Tak, jak siedzenie obok Sama.

Praca z narzeczonym siostry nie była krępująca.

Ani praca z narzeczonym siostry, którego osobiście z nią wyswatała.

Praca z narzeczonym siostry, którego osobiście z nią wyswatała, a kiedyś sypiała z jego bratem, też nie.

Ale praca z narzeczonym siostry, którego osobiście z nią wyswatała, a kiedyś sypiała z jego bratem, tylko od pół roku sama się w nim podkochiwała, to mogło już przysparzać drobnych problemów.

Chociażby zastanawiania się, czy pospolite plotki były prawdziwe i facet o dużych dłoniach, miał też...
- Możesz sprawdzić.
- CO?! - Kelly prawie wyrwała kierownicę. Prawie urwała też własną głowę, tak gwałtownie obróciła się w stronę Sama, wytrzeszczając oczy.
Wysoki facet skulił się nagle, przestraszony jej reakcji. Z nią nigdy nie wiadomo, czy zaraz cię czymś nie walnie, albo skopie. Kiedyś groziła mu maszynką do mięsa.
- N-no dokumenty - ostrożnie podsunął jej fałszywe legitymacje - Możesz sprawdzić czy wszystko się zgadza.
Dla Kelly nic się nie zgadzało, poza domniemaniem o własnej niepoczytalności. Profesjonalizm kopał ją w tyłek, kiedy tępo wgapiała się w zdezorientowaną twarz Sama. W ogóle nie był podobny do Deana. Miał ciepłe, brązowe oczy, które jak na faceta były dziecinnie niewinne. Szeroki, zaraźliwy uśmiech. I lubił ludzi. W przeciwieństwie do Kelly, dla niej większość ludzi była motłochem, który trzeba ratować przez ich własną głupotę, lekceważenie i brak rozsądku. Przekonywała się o tym niemal przy każdej akcji, jaką prowadzili. Jej wiara w ludzi chwiała się, jak żyrandol w domu Bobby'ego - u niego chwiało się wszystko, nawet lodówka. A Sam, jako jedyny w ich ekipie, walczył o ludzi, o każdą nędzną istotkę, którą prześladował jakiś romantycznie udręczony duch. Oczywiście często robił przez to głupoty.

Kurcze, może ona zaczęła lubić odmieńców? Zawsze zadawała się z tymi twardymi, łobuzami, złymi chłopcami, z co najmniej jednym tatuażem. Wytarci na łokciach i kolanach łowcy, z kilkudniowym zarostem, na kilometr zionący machozapachem. Mogła im skopać tyłek, nie bojąc się, że potłuką się, jak porcelanowe laleczki. Samowi nie chciałaby kopać tyłka, zgrabny był. Ładnie pachniał, nosił czyste koszulki. Przez niego chciała się myć trzy razy dziennie, ale Hetty ściśle pilnowała budżetu jednostki i mieli prysznicowy przydział na raz dziennie. A we własnym domu bywała i tak tylko na kilka godzin nocnych, nie opłacało się ich marnować na kąpiel.

Za to Jess wyglądała i pachniała, jakby dopiero wyszła z aromatycznej kąpieli. Obie były blondynkami, tego samego wzrostu, tylko jedna bardziej kręcona od drugiej. A jednak Jess chodziła w zwolnionym tempie, z muzyką w tle i włosami rozwianymi, jak w reklamie szamponu. I z podpaskami, co to ich nigdy nie widać. Podczas gdy Kelly szarżowała w tenisówkach, wiecznie związanych włosach i łamała paznokcie na broni. Jess miała orszak koleżanek z uniwerku, które popijały kolorowe drinki. Prowadziły sobie elokwentne rozmowy, snuły plany na przyszłość, albo oglądały "Seks w wielkim mieście", chichocząc, kiedy padało słowo penis. Niektóre były narzeczonymi, jak Jess, inne już po ślubie, jedna nawet z małym oślinionym dzieciaczkiem. Po prostu słodycz i rozkosz, z posypką na wierzchu. Czy jacyś ludzie naprawdę tak żyli? Miała wrażenie, że to tylko mrzonki, seriale dla otyłych nastolatek, no ale przecież widziała na własne oczy na przykładzie rodzonej siostry.

Uganianie się za potworami, strzelanie, tajna rządowa jednostka, to chyba bardziej nadawało się na scenariusz. Kelly nie miała też koleżanek, ona miała Nem. A Nem miała wino. Czasami Kelly miała też serial "Rzym", z którym bardzo się zżyła. Do tego stopnia, że zdarzało się jej prowadzić dyskusje z Atią.

Nie planowała swojej przyszłości, poza ewentualnymi planami na jedzenie czy pranie bielizny. Nie umiała zająć się lalką, a co dopiero dzieckiem! Przy jej szczęściu, okazałoby się opętane, porwałaby je czarownica, albo - co gorsza - wyrosłoby na Deana, Sashę czy Nem. Jasne, lubiła ich, bardzo nawet, ale to banda psycholi. Z drugiej strony, maluch mógłby wyrosnąć na Sama... Widziała kilka zdjęć Winchesterów z dzieciństwa, to nie byłyby złe geny, przynajmniej nie dla wyglądu. Tylko nie zapuściłaby dziecku takiej grzywki.
- Jakiej grzywki, u licha! - fuknęła sama na siebie i uderzyła czołem o kierownicę.
- Kelly! - Sam gotów był cucić omdlałą, gdyby nie fakt, że wcale przytomności nie straciła. Z premedytacją celowała w samouszkodzenie - W porządku? - delikatnie szturchnął ją palcem.
Ruszało się, znaczy żyje.
- Tak, jasne - westchnęła, wyprostowując się - Musiałam się trochę doprowadzić do porządku.
- Waląc głową w kierownicę? - tak, bo części samochodu sprawdzały się lepiej niż zimna woda.

- Nic nie robi tak dobrze, jak bliskie spotkanie z metalem obitym w skórę - Kelly uśmiechnęła się i wyrwała dokumenty z ręki Sama - Cudowne to one nie są, ale mogą być. Nie sądzę, żeby ktoś na tym zadupiu był na tyle inteligentny, by wątpić w ich autentyczność.

Szczerze, to mieli świetnie podrabiane dokumenty. Przez fachowców, żaden tam własny wyrób. Chociaż zdarzało się im korzystać z tego, co w przypływie weny, tudzież zapotrzebowania, tworzyli na szybko. Każde z nich potrafiło zrobić pociski z soli kamiennej, drewna lub miedziane. Ostatnio Arthur bawił się nawet płynnym srebrem. A skoro na dokumenty nabierali się nawet policjanci, to cywile tym bardziej. Gdyby się nie nabrali, też nie było paniki. Wystarczyło wykręcić numer do Hetty, która z kolei wykręcała numer gdzieś dalej i nagle wszystkie rządowe agencje z nimi współpracowały. Hetty była bogiem.

- Jesteśmy u Qoylów - rzeczowym tonem przypomniała. Poczuwała się w obowiązku przypominania innym tego, co bezmyślnie zwykle zapominali - Colin, mąż, zniknął jako ostatni z zaginionych, trzy tygodnie temu. Policja nie doszła do wniosku, że chadzał do nocnego klubu, więc żona raczej też o tym nie wie... - poprawiła prążkowaną marynarkę - Albo raczej wie. Kobiety czują takie rzeczy.
- Czują, że mąż chodzi do nocnego klubu? - Sam wierzył w intuicję, w przeczucia, a nawet w medium, ale wszystko miało swoje granice.
- Nie - przewróciła ostentacyjnie oczami - Czują, że facet to parszywa gnida, która nie docenia tego, co ma w domu.
- Może po prostu lubi popatrzeć? - nie chodził do takich klubów, ale nie wydawało mu się, żeby było to wielkim występkiem. Patrz ale nie dotykaj.
- Faceci są jak dzieci, nie wystarcza im patrzenie na cukierki. Przy najmniejszej okazji obeżrą się nimi do nieprzytomności, licząc, że nikt ich nie przyłapie.

- Striptizerki to nie cukierki, nie można ich zjeść.
- Czyżby...? - spojrzała na niego wymownie.
- Jesteś obleśna! - Sam skrzywił się z obrzydzeniem, zatrzaskując drzwiczki od samochodu.

Lubił pracę w ich jednostce, ale sprowadzała ich wszystkich w złym kierunku. Psuła ich! Dean od zawsze miał niemoralne ciągoty, z jakiegoś wykrzywionego genu czy coś. Podobnie Nem, krew nie woda, demoniczna nie święcona. Sasha chorowała na wieczny syndrom post-traumatyczny, a zabijanie innych niekoniecznie ją leczyło. Lecz Kelly do tej pory wydawała mu się całkiem normalna, przynajmniej na tle innych. Miała co prawda problemy z agresją, czy raczej oni mieli problemy z jej agresją i zmiennością nastrojów. O obleśność jej nie podejrzewał. Z czasem przekonywał się, że o wiele jej nie podejrzewał, a potem bum! niespodzianeczka.
- Może ja będę mówił, co? - zerknął na Kelly scepytcznie - Jak wyskoczysz kobiecie, że mąż chodził do klubu nocnego, dobijesz ją.
- Pft, czy to nie czasem ty ostatnio trułeś Deanowi, że lepsza jest najgorsza prawda niż kłamstwo? - poza przymusem w pracy, Sam nie lubił kłamać. Dziwna osobliwość w środowisku, gdzie łgali nałogowo.
- No tak, ale w tym wypadku...
- A ja uważam, że kłamstwo to cudowna technologia rozumnego człowieka. Ułatwia życie, chroni ego, działa na korzyść innych. Z kłamstwem przyjemnie się żyje.
- Gorzej, jak wyjdzie na jaw - spojrzał na nią ganiąco, obok niewinnego szczenięcego wyrazu, ten karcący był najczęstszym w jego repertuarze.

- Kłamstwo, które wychodzi na jaw, to po prostu kiepskie kłamstwo - wzruszyła ramionami - Albo prowokacja. Serio, Sam. Od lat wmawiamy Ci, że dobrze wyglądasz w tej grzywce. A ty nam wierzysz. Kłamstwo idealne, na dodatek dla twojego dobrego samopoczucia.

~ * ~

Sherry Randall, zamiatająca betonowy chodnik przed wejściem do motelu, zawiesiła się na swojej miotle. Przez szkła okularów, dopiętych do wściekle różowych oprawek, obserwowała bardzo dziwne według niej zjawisko. W motelu wiele rzeczy widziała, wiele osób a nawet typów spotkała, czyli niewiele ją dziwiło. A to owszem. Na podjazd pod jeden z pokoi z piskiem podjechało klasyczne czarne cacko, z epoki w której Sherry była rozwijającą się nastolatką. Z auta wyskoczyły jednocześnie dwie osoby. Mężczyzna i mocno roznegliżowana kobieta, która cisnęła pantoflem w rzeczonego mężczyznę. Obydwoje rzucili się w stronę pokoju, przełażąc na siłę przez odrapaną balustradę. I chociaż facet był ubrany, co teoretycznie powinno mu ułatwić wdrapywanie po obłażącym płotku, półnaga kobieta była szybsza. Tuż przy drzwiach szarpnął ją za pasek od jedwabnego szlafroka, w efekcie niemal zdzierając z niej materiał. Sherry widziała wielu napaleńców, ale oni bili wszystkich na głowę.

- Odsuń się - syknął Dean, szarpiąc za okrągłą klamkę pokoju dziewczyn.
- Ciebie zaraz odsunę - dźgnęła go boleśnie łokciem pod żebra. Metoda łokieć-korpus zawsze działała.
Zza drzwi dało się słyszeć głosy, w tym jeden ze znudzeniem oświadczający Szarańcza przyjechała. Dobywało się stamtąd coś jeszcze - główny powód, dla którego szarpali się ze sobą od połowy trasy z Lukrecji. Zapach jedzenia.

Dean zawsze był głodny, a po akcjach jeszcze bardziej, nawet jeśli opierały się na kilkugodzinnym siedzeniu w miejscu i obserwacji. Nem nie bywała głodna zawsze, ale sławetne zginanie się strasznie wygłodziło.

Kiedy więc Arthur zadzwonił z zapytaniem o przebieg, dodając na koniec, że zamówili jedzenie do pokoju, Nem i Dean dostali kopa, jak po wypiciu soku z gumijagód. Tyle razy jadali już całą ekipą, że prowiantu było w zapasie dla tych najbardziej pożerających. Ale dostawca pizzy okazał się idiotą, który przywiózł tylko jedną pizzę z mozzarellą. Jedna jedyna na dwoje głodnych wielbicieli właśnie tej mozzarelli.
- Zapomniałaś o swoich butach - Dean próbował odwrócić uwagę Nem, a buty zawsze były niezłym dystraktorem.
- Chrzanić buty, chcę pizzę! - mimo bosych stóp, wbiła boleśnie piętę w śródstopie Deana.
- Auł! Dlaczego wy mnie ciągle bijecie? - i dlaczego był na tyle dobrze wychowany, żeby nie bić kobiety? Oddałby jej raz mocnym dzwonkiem, to nie kopałaby więcej.
Drzwi akurat ustąpiły, obydwoje wpadli do środka. Na nikim nie zrobili wrażenia, chociaż Sam zawiesił się na moment z dyndającym z ust makaronem. Siorbnął, wciągając nitki. Żadne z nich nie zwróciło na niego uwagi, bo gapili się na wolne łóżko, gdzie leżało otwarte pudełko ze świeżutką nietkniętą pizzą. Z mozzarellą.

Dopadli do niej jednocześnie, znów się przepychając i bijąc wzajemnie po rękach, kiedy to drugie próbowało sięgnąć po kawałek.
- Moja - zażądał Dean
- Ha! - wykpiła go, chlastając po ręce.
- A zakład? - chciał się posunąć do dziecinnego triku, który zawsze działał na Sama. Polizał wnętrze własnej dłoni, zamierzając nią dotknąć pizzy. Sammy od razu kapitulował, oblizana dłoń macająca jedzenie była dla niego zbyt obrzydliwa.

Ale Nem nie była Samem.

Zanim Dean zdążył dotknąć ciasta, odgarnęła włosy i... splunęła na pizzę.

- Kuźwa, ja tu jem - Arthur zgrzytnął zębami nad chińszczyzną.
Z reguły niewiele go obrzydzało, ale kiedy jest się w trakcie posiłku a niedoszły demon pluje na coś, co można było samemu zjeść, to nie jest przyjemne uczucie.
- Myślisz, że tego nie zjem? - Dean rzucił wyzywająco, łypiąc to na Nem to na pizzę. Trochę go odrzucało, co prawda, ale zamierzał się uprzeć.
- Myślę, że nie - błyskawicznie, zanim zdążył się zorientować i zareagować, zwinęła pudełko z ciastem i salwowała się ucieczką do łazienki. Od której drzwi oczywiście zaryglowała.
Nie czekając na rozwój akcji, który szedł w kierunku zdemolowania pokoju i łazienki przez wygłodniałego Winchestera, wepchnęła spory kawał pizzy do ust. Mozzarella cudownie rozpływała się na podniebieniu.
- Neeem! - załomotał pięścią w bialutkie drzwiczki - To dykta, rozwalę je jednym kopniakiem, wiesz o tym - głodny Dean to zły Dean.

- Możesz mi naskoczyć, leszczu!
Sasha ze śmiechu wyparskała swój rosół.

Rozłożona na swoim łóżku Kelly, leniwie i niechętnie przesunęła spojrzenie od czerwonego pantofla kwilącego przed progiem do Winchestera łomoczącego nad jej głową. Miała nieszczęście posiadania noclegowego łóżka przy wejściu do łazienki, czy też miejsca okupacji. Niezła symbolika na wojnę światową. Złośliwa Francja osaczona przez łase wrogie wojska. Wtedy zaczęło się od chorobliwie ambitnego malarza, teraz od głodnego łowcy ze sporym arsenałem broni. Kelly westchnęła.
- Dean, ona prawdopodobnie już pożarła połowę tej pizzy. Albo naprawdę rozwal te drzwi, albo siadaj i zjedz coś innego, a nie będziesz stał pół godziny i groził i chuchał i dmuchał.
Wolała, żeby usiadł i jadł. Jeżeli rozwali drzwi, będzie kolejna akcja bojowa, mogąca skończyć się gorzej niż plucie na pizzę. Rzeczona pizza mogła się zwrócić z nawiązką...

- To ja ją chronię, a ona mi pizze zżera. Niewdzięczność! - krzyknął w stronę białych drzwiczek, ale usiadł na wolnym łóżku z rozżaloną miną.
- Tiaaam tiaaa - Arthur cmoknął nad ryżem - Masz, zrób jej na złość i najedz się - rzucił mu pudełko z chińszczyzną.
Po kilku minutach napełniania żołądka, Dean poczuł się w miarę udobruchany. Już nie chciało mu się drzwi rozwalać, co najwyżej rozwalić się na łóżku i spać. Tutaj mógłby od razu zasnąć. Nie wiedzieć czemu, u dziewczyn jakoś przyjemniej pachniało. Sam niby był takim czyściochem, ale Dean się klął, że to właśnie skarpetkami Sama jechało w ich sypialni. Albo żelem Arthura, którym sobie zaczesywał tę swoją elegancją gangsterską czuprynę.

Wyjadłszy najmniejsze kawałeczki ostrej wieprzowiny, a potem pulpetów z porcji Sama, Dean gotowy był do pokojowych pertraktacji.
- Co wywęszyliście? - zapytał, przeżuwając pulpeta.
- Tipychnyi - Sasha odezwała się pierwsza. Otworzyła brulion w cieniutkiej papierowej okładce, pomazanej cyrylicą - Ipswich to kolonia Massachusetts, więc ma dalekie i pokręcone korzenie. Włącznie z szałem na czarownice. Co prawda to nie Salem, ale też mieli swój sąd nad czarownicami. Ostatni sąd czarowy w Stanach. Ale w siedemnastym wieku plaga ospy przywiezionej na statkach kolonijnych, przetrzebiła sporo mieszkańców. Głównie Indian. Plaga pojawiła się dużo wcześniej niż domniemane czary, o jakieś dwa stulecia wcześniej.
- Wtedy epidemie ospy to była normalka - Arthur kiwał się na krześle - W sumie sądy czarownic też... Nie możemy wykluczyć ani tego ani tego. W szpitalu dowiedziałem się niewiele. Z kart wynika, że to po prostu wybuch grypy, która dość szybko została opanowana. U żadnej z babek, które sprawdzałem, nie wystąpiły dodatkowe anomalie. U Susan Harper wykryto cukrzycę, ale raczej chorowała na nią od dawna, tylko nie wiedziała. Zaskakujące jest, jak twierdzi Polly, jedna pielęgniarka, całkiem urocza... yyy, tak, zaskakujące jest nie tylko, że grypa objęła tylko kobiety, ale również przebieg. Grypa nigdy nie jest regularna, a ta cykała jak w zegarku. W przeciągu trzech dni zgłosiły się wszystkie pacjentki. Później, kiedy już je leczono, nie zgłoszono więcej przypadków. Wszystkie też wyzdrowiały w tym samym tygodniu.

- Czyli wracamy do teorii o czarach - Sammy podchwycił, siadając na fotela - Tylko jeśli mamy do czynienia z jakąś czarownicą, dlaczego to się tak rozegrało? Żadna kobieta nie umarła, więc wiedźma nie celowała w śmierć. Zniknęło tylko czterech facetów, nie wyróżniających się szczególnie.
- Poza faktem, że chodzili gapić się na cycki - wtrąciła Kelly, oglądając swoje paznokcie - Myślę, że grypa była po to, żeby faceci poczuli się bardziej bezkarni i chętniej szli do klubu.
- Myślisz, że klub to epicentrum? - Dean podrapał czubek głowy.
Lokal wyglądał, jak wiele innych, które widział. Wydawał się nowszy, może mniej kiczowato urządzony, ale wciąż nie rzucał w oczy niczym szczególnym. Poza długimi nogami czterech tancerek, pięciu wliczając Nem.
- To logiczne - rozłożyła ręce znacząco - Lokal został otwarty tuż przed zagrypieniem. Tam chodzili zaginieni. To jakby teges, się łączy, nie? Któraś z panienek to czarownica, która przerabia facetów na mielonkę do wiedźmiego gulaszu.

- Nie któraś z panienek - białe drzwi łazienki otworzyły się, a Nem wyszła jakby nigdy nic.
Ani okruszynki po pizzy nie miała na sobie, ani grama zmęczenia, ani uncji zdenerwowania. W kącikach jej oczu migotały złote gwiazdeczki, przyklejone na potrzeby lukrecjowego wizerunku. Intensywnie fioletowa bielizna prześwitywała spod jedwabnego szlafroka. A ślina poświtywała na ustach trzech łowców.

Kelly cisnęła poduszką w Arthura, gapiącego się z otwartą gębą. Czasami poważnie nie lubiła Nem. Tak serio serio, że miała ochotę połamać jej obcasy we wszystkich butach, obciąć te śliczne ciemne włosy, a do szminki dodać strychniny. Zakopać głęboko pod ziemią. Spróchniała już nie podobałaby się im tak bardzo. Skurkowana sukkuba.

- Skąd wiesz, że to nie któraś z panienek? - zerknęła na brunetkę - I weźże się ubierz.
- Nie któraś, a wszystkie - Nem wyjaśniła, owijając się obrzydliwą kwiatową kapą z łóżka - Cztery, dokładnie mówiąc. Cztery tancerki w Lukrecji są jednocześnie jej właścicielkami. I z całą pewnością są czarownicami.
- A wiesz to ponieważ... - Kelly wierzyła Nem, nie było powodu by nie, ale to ona będzie musiała sporządzić raport i przedstawić go Hetty. Każdy szczególik musiał mieć morze podstaw i dowodów.
- Lukrecja! - Sasha wtrąciła nagle, dumnie unosząc swój brulion do góry - Nazwały lokal Lukrecja.
- Słodko, wyuzdanie, typowo dla lokali erotycznych - Sam wzruszył ramionami, nie widząc związku.
- Da. To też. Ale osąd w Ipswich rozpoczął się od oskarżenia, jakie złożyła Lukrecja Brown.

- Da. To też - Nem przytaknęła - Więcej, właścicielki lokalu to Elizabeth Parris, Mercy Lewis, Marry Warren i Abigail Williams.

- Abigail Williams... Abigail Williams... gdzieś już to słyszałem - Sam zmarszczył brwi, pozostałe nazwiska też mu coś świtały - Salem! Czarownice z Salem! - przypomniał sobie wreszcie, ale mina szybko mu zrzedła - Że niby mamy do czynienia z prawdziwymi czarownicami z Salem?
_________________
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Aggie
Navy Swallow


Dołączył: 13 Paź 2006
Posty: 669

PostWysłany: Nie Sie 07, 2011 11:45 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Hej dzieciaczki, mam dzis dostep do neta, bo w Tajlandi sie bawie. ale tylko pare dni. pierwsze co zrobilam to zagladnelam tutaj. I sciagnelam sobie klip. I musze przeczytac Octocobre. Zapowiada sie genialnie. Niunius zdam relacje juz niedlugo Smile
_________________
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Nan
Pępuszek


Dołączył: 10 Paź 2006
Posty: 1227
Skąd: Warszawa

PostWysłany: Czw Sie 11, 2011 9:14 am    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Tiaaa, niektórzy szaleją w Tajlandii... a inni marzną... *ciężkie westchnienie*

Cytat:
Sądząc chociażby po tym, że właśnie siedziała z nim w jednym samochodzie, chyba popełniła ten błąd.

Nieeee, no co ty, skąd ci to w ogóle przyszło do głowy!

Cytat:
Wina leżała po jednej stronie... Nem!

Deszcz też jest jej winą, rzecz jasna. I samobójstwo Andrzeja Leppera takoż.

Cytat:
postacie rysunkowe gżące się na papierze były co najmniej dziwne. Tak, jak siedzenie obok Sama

Hm... Shocked nie wiem czemu, ale jakoś to dziwnie brzmi. Tylko nie wiem z której strony to dziwnie brzmi...

Cytat:
Praca z narzeczonym siostry, którego osobiście z nią wyswatała, a kiedyś sypiała z jego bratem, też nie.

Nieeeee.... wcale.


Cytat:
Ale praca z narzeczonym siostry, którego osobiście z nią wyswatała, a kiedyś sypiała z jego bratem, tylko od pół roku sama się w nim podkochiwała, to mogło już przysparzać drobnych problemów.

A pewnie, takich tyci-tyci, tyciusieńkich. I w ogóle nie większych niż łepek od szpilki.

Cytat:
Kiedyś groziła mu maszynką do mięsa.

... i przez chwilę miałam wizję Kelly potrząsającej maszynką nad głową, jak w rytualnym tańcu Indian Navaro...

Cytat:
Przez niego chciała się myć trzy razy dziennie,

:laugh: Ależ ten Sam ma wpływ na kobiety, no, aż chcą się myć! Jak leciała ta piosenka dziecięca o mydle? Była chyba jakaś taka...

Cytat:
Kelly nie miała też koleżanek, ona miała Nem. A Nem miała wino. Czasami Kelly miała też serial "Rzym", z którym bardzo się zżyła. Do tego stopnia, że zdarzało się jej prowadzić dyskusje z Atią.

Masz szczęście. Piję sobie herbatkę - moje szczęście, że zdążyła już trzy razy wystygnąć od czasu, jak ją zrobiłam.... - i cudem nie prychnęłam jak to przeczytałam. Zwłaszcza z tą Atią... A szczęście masz dlatego, że udało mi się nie opluć monitora, a monitor jest nowiutki i wściekle drogi, musiałabym obciążyć cię kosztami...

Cytat:
Lecz Kelly do tej pory wydawała mu się całkiem normalna

Shocked Na litość boską - a mnie się wydawało, że to Sam jest normalny i jego pojęcie normalności też jest normalne, ale jak widać i on ma jakieś zaburzenia rozumowania. Może ja mu encyklopedię kupię na święta i zaznaczę definicję normalności...

Cytat:
Sherry Randall (...) zawiesiła się na swojej miotle

Shocked ... i ujrzałam ją siedzącą na miotle unoszącej się w powietrzu, jak rasowa czarownica... Shocked

Cytat:
Zapach jedzenia

Hm, jak tak sobie myślę, to też jestem głodna. Zjadłabym coś.

Cytat:
pizzę z mozzarellą

Ooooo...! Na przykład bym zjadła! Ale z taką prawdziwą, włoską mozzarellą... i z bazylią... *ślinka cieknie, oj, cieknie. Głodna jestem!*

Cytat:
Czyli wracamy do teorii o czarach

Mówiłam, że mi czarownica na miotle fruwała...

No...
_________________
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Niunia
Socjopatycznie beztroska


Dołączył: 02 Paź 2006
Posty: 2983

PostWysłany: Wto Sie 16, 2011 12:47 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Nah, to jeszcze nie kolejna część.

Tymczasem mogę się pochwalić swoim wytwórczym umysłem, który w swej mądrości, potędze i nadmiarze wina skompletował już rozpiskę na cały 1 sezon Octocobry Laughing o ile można tu mówić o sezonach, ale uznajmy, że można. Jako że zawsze mam rację, to można, o.


Octocobra - Season 1:

1. My sweet, freakin' whorish Valentine.

2. A ten mały miał takie komiksowe imię...

3. Sasha, the Stupidity Slayer

4. Vanity Fair

5. Medice, cura te ipsum!

6. Gnijąca Panna Młoda

7. If you're The Chosen and you know it, clap your hands

8. Trup trupowi trupa nie wytrupi

9. Satan Claus (is coming to town)

10. And The Devil brought a casserole

Twisted Evil


Znane są również niektóre nazwiska gości, jacy pojawią się w Octocobrze, między innymi: Kate Hudson, Misha Collins, Alfred Molina, Monica Bellucci.


Spekuluje się również, że stacja Komnata da zielone światło na sezon kolejny Laughing Podobno w opracowaniu są już dwa pierwsze odcinki: The Devil went down to Georgia oraz Blitzed Blizzard (tytuł roboczy).
_________________


Ostatnio zmieniony przez Niunia dnia Sob Sie 27, 2011 10:00 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Nan
Pępuszek


Dołączył: 10 Paź 2006
Posty: 1227
Skąd: Warszawa

PostWysłany: Wto Sie 16, 2011 6:35 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Doooobre Laughing Ten mały z imieniem już mi się podoba Laughing I Sasha też, świetne zestawienie.

A czy spoilery milczą co do osoby Papy Winchestera?
_________________
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Niunia
Socjopatycznie beztroska


Dołączył: 02 Paź 2006
Posty: 2983

PostWysłany: Wto Sie 16, 2011 9:13 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

spoilery podszeptują, że jeśli pojawi się Papa Winchester (co nie jest potwierdzone oficjalnie) do jego roli rozważane są osoby dwie: Jeffrey Dean Morgan lub Jeffrey D. Morgan - wybór jest trudny.

Ale wasz spoilerujący reporter-szpieg, o pseudonimie Ośmiorniczka, wytropił ostatnio świeży casting. Producenci nie chcą wyjawić, o czyją rolę ubiegają się: Melinda Clarke, Marg Helgenberger oraz Lena Headey. Pewne jest jednak, że postać (raczej kobieca) związana będzie właśnie z Winchesterami! Kim może być?


Wasz oddany reporter prosto z octo-frontu,
Ośmiorniczka


P.S: Kripkeistyczna autorka Octocobry wypaplała ostatnio, że jeden z odcinków pierwszej serii będzie crossoverem z planem innego, choć mniej popularnego niż Octocobra serialu. Nie potwierdziła jednak, aby kiedykolwiek więcej miało dojść do skrzyżowania z innym serialem.
_________________
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Nan
Pępuszek


Dołączył: 10 Paź 2006
Posty: 1227
Skąd: Warszawa

PostWysłany: Wto Sie 16, 2011 10:09 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Wierny fan-czytacz rozpoczyna kampanię Melinda Clarke na prezydenta! W planach firmowe przypinki i kotyliony!
_________________
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Maleństwo
Słodka Nieuświadomiona


Dołączył: 10 Paź 2006
Posty: 712
Skąd: Gdańsk

PostWysłany: Wto Sie 16, 2011 11:03 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Dzisiaj nie jestem już za bardzo zdolna do jakiś lotnych wywodów, ale nie mogłam nie napisać, bo po tej lekturze wyglądam mniej więcej tak a no i jeszcze tak i z tego co udało mi się zobaczyć to osobnicy w środku lokomocji, którym się dzisiaj poruszałam, na skutek moich reakcji wyglądali mniej więcej tak Myślę, że to dosyć treściwe podsumowanie moich niekontrolowanych odruchów bezwarunkowych, a w sumie warunkowych, przy tym ff.

Bardzo polubiłam to opowiadanie, jego klimacik jest powalający, cytaty bym mogła przytaczać bez końca, choćby...
Cytat:
Twoja kobiecość, lśniąca jak szczyty Himalajów, gotowa na grom jego ognistego pioruna?

Rechot w pełni ujmuje psychikę/podejście Jo do spraw na linii damsko-męskiej. Mam takie dziwne wrażenie, że jak jest praktykantką, tak i nią pozostanie, bo jakoś nie wpasuje się w to zakręcone, zdeczko zwichrowane towarzystwo po przejściach.

No bo każdy tutaj jest po przejściach, dzięki czemu każdy jest niepowtarzalny i jedyny w swoim rodzaju.

Nem ze swoimi demonicznymi genami...gdyby nawet ich nie miała, po jej zachowaniu można od razu podejrzewać, że ma jakąś domieszkę we krwi. Ciekawi mnie skąd ona się znalazła w takim wyborowym zespole Rolling Eyes Hetty ją zwerbowała, a może Bobby, lub po prostu...było jej po drodze Wink

Kelly ze swoją przesłodką siostrą (szczerze, mnie ona za bardzo mdli) i sercowymi rozterkami. Może ona też ma jakąś "skazę" genetyczną, która "Winchester" się zwie. Szczerze mówiąc jest mi jej szkoda, że ma takie uczuciowe ciągotki do Sama, ale…mam dziwne wrażenie, że może zostaną one odwzajemnione…przecież niebezpieczeństwo zbliża ludzi Laughing Jednak Kelly musiałaby trochę utemperować swoją żywiołowość, bo Sam chyba by tego nie przeżył, choć, może…kto z kim przestaje takim się staje Rolling Eyes i czyżby...
Cytat:
Serio, Sama musiałoby coś opętać, żeby uprawiał dziki seks.

te słowa miały być prorocze Laughing

Dean, jak zawsze głodny nie tylko na ciele, ale i na duszy i do tego coraz bardziej waleczny się robi, ale dżentelmen do kobiet jak zawsze...
Cytat:
...chociaż Kelly wskoczyła mu na plecy i tak dyndała

No proszę nawet pozwoli sobie wejść na głowę. A tak nawiasem mówiąc to ta dwójka w pełni według mnie do siebie pasuje, kreatywna, dynamiczna, przynajmniej nie nudno i coś się dzieje…

No i Sam, nic dodać nic ująć, doskonałość, łagodność w pełnej krasie. Chciałabym zobaczyć go z inną „twarzą”, żeby mnie czymś zaskoczył...

Powiem szczerze, że nie mam jeszcze swojego ulubieńca, może…Hetty Wink bo w sumie niewiele jeszcze wiemy o postaciach Arthura i Sashy. Mam nadzieję, że je rozwiniesz i nam przybliżysz.

Ciekawa jestem dalszej akcji i spraw jakie będą rozwiązywać, szczególnie, że „towarzystwo” się widać ma poszerzyć i urozmaicić. Wyczuwam wybuchowe niespodzianki, czekam więc z niecierpliwością na kolejną część. Mam nadzieję, że pojawi się jak najszybciej.

Zmykam, bo już nie myślę, nie widzę i nie słyszę, muszę się wyspać
_________________
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Niunia
Socjopatycznie beztroska


Dołączył: 02 Paź 2006
Posty: 2983

PostWysłany: Sob Sie 27, 2011 10:04 am    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Prosto z octo-frontu, Ośmiorniczka (pod ostrzałem gromów ciskanych przez autorkę) biegnie donieść wam, jakie wieści wykradła z octoteczek!

Po pierwsze, najważniejsze dla coraz silniejszej grupy niezrzeszonych Zwolenników Melindy Clarke - Melinda pokonała rywalki i wygrała casting. Wiadomo również, że postać, w którą się wcieli z całą pewnością będzie nosić nazwisko Winchester. Ściśle chronione jest jednak, kim będzie, w ilu odcinkach się pojawi oraz jaka będzie jej rola. Autorka twierdzi, że szczękoopadająca.

Kolejny news dotyczy również planów na drugi sezon. Mianowicie odcinka "Once upon a time", który podobno ma być całkiem dramatyczny pomimo bajkowego zabarwienia tytułu. Czyżby jakaś królewna z Zasiedmiogórogrodu siała zamęt i zniszczenie?

Ale nie wybiegając tak dalece w przyszłość, wiemy już, co wydarzy się w kolejnym odcinku Octocobry! Kelly będzie miała szansę popisać się swoją wiedzą o artefaktach, a chłopcy swoją wiedzą o... komiksach. Dowiemy się również, co wspólnego ma Hetty z Jamesem Bondem Laughing

Dla podkręcenia apetytu powiem też, że studio produkcyjne wczoraj zakończyło pracę nad promosami kolejnych odcinków! Są gotowe już do końca sezonu. Niektóre nas rozczarowały, lecz są i takie, które robią klimat i smaczek.


Zapowiedź nowego odcinka zaraz po finale "My sweet, freakin' whorish Valentine". A finał już w ten weekend, bo autorka właśnie kończy pisać rozdział. Zostało tylko kilka finałowych spaleń na stosie.


Pozdrawiam,
Ośmiorniczka
_________________
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Maleństwo
Słodka Nieuświadomiona


Dołączył: 10 Paź 2006
Posty: 712
Skąd: Gdańsk

PostWysłany: Nie Sie 28, 2011 9:18 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

No jeśli Melinda wygrała, to zapowiada się naprawdę wybuchowy spektakl. A jeśli ma być to bohaterka z nazwiskiem Winchester to czas wyciągnąć ciężki Stawiam na to, że to jakaś daleka kuzynka Papy Winchester'a przyjechała na wakacje zza Zasiedmiogórogrod i na dodatek jej twórcza osobowość sieje zamęt i zniszczenie...czyżby jej przeszłość miała coś wspólnego z zespołem...Rolling Eyes Nie wiem czemu, ale jakoś ściśle wiąże mi się ona z Bobbym...

A co ma Hetty wspólnego z Bondem, toż to widać na pierwszy rzut oka. Według mnie to nikt inny jak 'M', czyli szefowa amerykańskiej odmiany MI6 (oczywiście sekcji specjalnej, że tak można powiedzieć ściśle tajnej Wink )

Szanowna Autorko kończąca pisać rozdział, czy nie miał on być już w ten weekend
Czekająca z niecierpliwością i utęsknieniem
_________________
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Komnata Hotaru Strona Główna -> Oh God, we're not gonna have to hug or anything, are we? Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Idź do strony 1, 2  Następny
Strona 1 z 2

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group